2011-08-25

List do Rzymian 8,15-17


Nie jesteśmy więc, bracia, dłużnikami ciała, tak, aby żyć według ciała. Jeśli bowiem według ciała żyjecie, umrzecie, jeśli zaś przy pomocy Ducha uśmiercacie uczynki ciała, będziecie żyć. Ci którzy dają się prowadzić Duchowi Boga, są synami Boga. Nie otrzymaliście przecież ducha zniewolenia, żeby znowu się bać, lecz otrzymaliście Ducha usynowienia, w którym wołamy: Abba Ojcze! Duch ten równocześnie świadczy naszemu duchowi, że jesteśmy dziećmi Boga. Jeśli zaś dziećmi, to i dziedzicami, dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa, skoro rzeczywiście cierpimy z Nim, aby tez uczestniczyć z Nim w chwale.
(Rzymian 8,15-17)

W Starym Testamencie rzadko spotykamy teksty, w których Bóg nazywany jest w sposób dosłowny Ojcem. Natomiast Pan Jezus często mówi o Bogu, „Wasz Ojciec w niebie” (por. np. Ew. Mateusza 6,1; 6,6; 6,32, itp.)
Dzieło Chrystusa - Jego ofiara na krzyżu uczyniła nas przez łaskę i wiarę dziećmi Boga Ojca. Jezus naucza nas i zachęca, aby modlić się słowami modlitwy „Ojcze nas…” i nazywać Boga naszym Ojcem.

We wcześniejszych rozdziałach listu do Rzymian czytamy o grzechu, o ciągłej walce człowieka z grzechem. Człowiek jest niewolnikiem grzechu i śmierci i tylko dzięki temu, że Chrystus nas wykupił może być wolnym. Nie otrzymaliście przecież ducha zniewolenia, żeby znowu się bać.
Jeżeli nie jesteś w Chrystusie żyjesz w lęku i masz powody ku temu, aby się bać. Poganie żyli w ciągłym lęku przed różnymi rodzajami złych duchów, mających wpływ i władze. Żydzi żyli pod dobrym prawem Bożym, grzech jednak dotyczył także ich, nie byli w stanie spełnić prawa Bożego, co mogło spowodować gniew Boży.
W Chrystusie wierzący jest zupełnie wolny od lęku. Więcej, w Chrystusie wierzący nie jest niewolnikiem, lecz jest dzieckiem samego Boga: otrzymaliście Ducha usynowienia, w którym wołamy: Abba Ojcze!

Apostoł Paweł użył tu greckiego słowa, oznaczającego przyjmowanie, adoptowanie jako własne dziecko. Wyraz ten oznacza prawną adopcję, przyjęcie kogoś jako własne dziecko, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Oznacza to więc, że adoptowane dziecko jest formalnym dziedzicem, otoczonym miłością identyczną jaką obdarza się własne naturalne dzieci.
W grecko-rzymskim świecie pierwszego wieku zwyczaj adoptowania obcego dziecka i formalnego przekazania mu wszystkich praw przysługujących naturalnym dzieciom był powszechnie znany i stosowany. Adoptowane dziecko było widziane jako naturalne dziecko, nie istniała żadna różnica miedzy naturalnym i adoptowanym.
Przez Ducha Świętego wierzący otrzymuje wszystkie prawa i przywileje naturalnego dziecka Bożego i jego ojcowską miłość.
Wierzący ma przywilej relacji z Bogiem Ojcem podobnej do relacji Jezus – Bóg Ojciec. Jezus wołał do Boga „Abba”, co po aramejsku znaczy „ojcze” (por. Ew. Marka 14,36). Wierzący może przez Ducha Świętego dokładnie tak samo wołać do Boga Ojca wszechmogącego: „Ojcze”.
Każde dziecko jest dziedzicem swego ojca, posiadającym prawo do spadku po ojcu. Dla wierzącego oznacza to, że jest współdziedzicem Chrystusa, a tym samym to co należy do rodzonego Syna Chrystusa, też należy do wierzącego. Wierzący otrzymuje wszystko co Chrystus przez swoją śmierć i zmartwychwstanie wypracował: przebaczenie grzechów, wieczne życie w chwale z Nim, osobistą relację z Bogiem Ojcem.
Wierzący jest częścią rodziny Bożej. Przynależność do Bożej rodziny nie zawsze bywa łatwe i bezpieczne. Dzieci boże w przeszłości ale i w czasach nam współczesnych często znoszą cierpienia z powodu swej wiary, cierpią z Chrystusem, nierzadko naśladowanie Chrystusa kosztowało ( kosztuje) utratę życia, stratę rodziny, przyjaciół, pracy, pozycji społecznej. Przyszłość czekająca wierzących czyli dziedzictwo: wieczne życie w chwale z Chrystusem w bliskiej obecności Boga Ojca warta jest poświęcenia i wytrwałości w doczesnym życiu.

To rzeczywistość, czekająca dzieci Boże, rzeczywistość która czasami może wydawać nam się nierealna. Bóg daje Ducha Świętego, przekonującego wierzących, że dzięki łasce, przez wiarę, są dziećmi Bożym z wszystkimi przysługującymi im prawami.  

Jak powinna zatem wyglądać relacja dzieci bożych z Bogiem Ojcem?
Powinny prowadzić dobre duchowe życie, spełniać dobre uczynki, czytać Biblię, uczestniczyć w nabożeństwach w kościele, modlić się słowami, które nauczył nas Jezus Chrystus „Ojcze nasz…”To wszystko jest niezmiernie ważne…… ale najważniejsze, aby to wszystko co czynią wypływało z miłości do Boga Ojca, z wdzięczności za to, że przyjął ich jako swe dzieci. Wierzący przez Ducha Świętego może wołać do Boga: ‘Abba Ojcze!’ Chodzi tu nie tylko o wypowiadane słowa, ale o postawę i pewność bliskiej relacji z Bogiem. Wierzący wie, że jest dzieckiem Bożym, że woła do swego niebieskiego Ojca, ma bardzo bliską relację z Bogiem, podobną relacji dziecko – rodzice.

Jezus nauczył nas modlitwy „Ojcze nas…”. Modlitwa jednak może ( nie musi) łatwo stać się powtarzaniem rytualnej formuły, wypowiadanej bezmyślnie. Wtedy nie można jej nazwać modlitwą. 
Modlitwa jest modlitwą jeśli wypowiadana zostaje z sercem. Wiara chrześcijańska różni się od innych religii tymże właśnie, że wierzący modli się, zwracając się bezpośrednio do Boga Wszechmogącego, Stworzyciela, w bardzo osobisty i intymny sposób, nazywając Go swym Ojcem. Wołając w ten sposób do Boga, wierzący wyraża swą miłość a także zależność od Boga Ojca podobną do zależności dziecka od rodziców.

Modlitwa z sercem, wołanie do Boga jako do Ojca jest jedynie możliwa, jeśli rzeczywiście jesteś przekonany, że jest On twoim Ojcem, jeśli jesteś pewien, że jesteś zbawionym dzieckiem Bożym.
Takie przekonanie może zapewnić jedynie Duch Święty sprawiający, że wierzący otrzymuje pewność bycia dzieckiem Bożym. Jest to Duch usynowienia (werset 15). Duch Święty potwierdza w sercu wierzącego, że jest dzieckiem Bożym.  
Ta pewność dostępna jest dla każdego, lecz jedynie przez łaskę i wiarę w Jezusa Chrystusa. Jedynie przez łaskę i przez wiarę jesteśmy zbawieni i możemy być dziećmi Bożymi. Nic nie musimy, więcej nic nie możemy sami czynić, tylko uwierzyć. Nasze zbawienie nie zależy od naszych uczynków, bowiem na zbawienie nie jesteśmy w stanie zasłużyć, zapracować. Nasze uczynki są oczywiście istotne o ile wypływają one z miłości i wdzięczności do naszego Boga Ojca.
Nasze dzieci bywają nieraz nieposłuszne, krnąbrne i przekorne ale to nie znaczy, że już nie są naszymi dziećmi. Podobnie jak dzieci do swych rodziców wierzący – dzieci Boże mogą zawsze ze skruchą, prosząc o wybaczenie wrócić do Boga Ojca. Nasze zbawienie nie zależy od nas samych i naszych czynów, ale dane nam zostaje tylko przez łaskę i miłość Boga, przez wiarę w Jezusa Chrystusa.



2011-06-17

List do Rzymian 6,1-11


1 Co więc powiemy? Czy mamy nadal trwać w grzechu, aby zaobfitowała łaska? 2 Oczywiście, że nie! My, którzy umarliśmy dla grzechu, jak możemy jeszcze w nim żyć? 3 Czy nie wiecie, że my wszyscy, którzy zostaliśmy zanurzeni w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? 4 Zostaliśmy więc pogrzebani z Nim przez zanurzenie w śmierć, abyśmy tak, jak Chrystus został wskrzeszony z martwych dzięki chwale Ojca, i my prowadzili nowe życie. 5 Jeśli bowiem przez śmierć, podobną do Jego śmierci, zostaliśmy z Nim złączeni w jedno, to tak samo będziemy z Nim złączeni przez podobne zmartwychwstanie, 6 wiedząc, że nasz stary człowiek został razem z Nim ukrzyżowany, żeby zostało zniszczone grzeszne ciało, tak abyśmy już nie służyli grzechowi. 7 Kto bowiem umarł, jest wolny od grzechu. 8 Jeśli zaś umarliśmy z Chrystusem, wierzymy, że i z Nim będziemy żyć, 9 wiedząc, że Chrystus wskrzeszony z martwych już nie umiera i śmierć nad Nim nie panuje. 10 To bowiem, że umarł, raz na zawsze umarł dla grzechu, to zaś, że żyje, żyje dla Boga. 11 Tak i wy uważajcie siebie za umarłych dla grzechu, a żyjących dla Boga w Chrystusie Jezusie.


W poprzednim rozdziale Apostoł Paweł mówił, że im więcej jest grzechu, tym więcej jest łaski (Rzymian 5,20-21). Ktoś mógłby na tej podstawie dojść do fałszywego wniosku, że w takim razie należy jak najwięcej grzeszyć, aby otrzymać jak najwięcej łaski. Apostoł Paweł zaprzecza takiemu twierdzeniu: Oczywiście, że nie!
Kiedy otrzymujemy łaskę, czyli kiedy uwierzymy i należymy do Chrystusa, coś zmienia się w naszym życiu. Apostoł Paweł określa to następująco: umarliśmy dla grzechu.
Co to znaczy? Nie jest to równoznaczne z tym, że jesteśmy zupełnie pozbawieni grzechu. Każdy wierzący wie, że nadal pozostaje grzesznikiem, pozostając w codziennej, nieustannej konfrontacji z grzechem.
Jak należy zatem rozumieć słowa Apostoła?

Zapłatą (karą) za grzech jest śmierć (Rzymian 6,23). Każdy człowiek jest grzesznikiem i zasługuje na karę śmierci za swoje grzechy. Jednak Jezus Chrystus w swej łasce zechciał za mnie, grzesznego człowieka, w moje miejsce ponieść tą karę. Jezus umarł za mnie na krzyżu. Właściwie to ja powinienem wisieć na krzyżu, ponosząc karę i doświadczając gniewu Bożego za moje grzechy. Chrystus jednak uczynił to dla mnie reprezentując mnie w miejscu kary.
Jesteśmy zanurzeni w śmierci, czyli jesteśmy ochrzczeni. Chrzest oznacza utożsamienie wierzącego z Jezusem Chrystusem i Jego śmiercią (por. Galatów 3,27).
Przez chrzest jednak nie otrzymujemy automatycznie tego wszystkiego, co Jezus ma nam  do zaoferowania, chrzest nie oznacza bowiem, że ochrzczony jest automatycznie wierzącym.
Kiedy Chrystus na krzyżu umierał, ja też umierałem wraz z Nim. Kiedy on został pochowany, ja też zostałem wraz z Nim pochowany. Jest to możliwe tylko przez moją wiarę, przez którą przyjąłem Jezusa jako jedynego Zbawiciela. Chrzest jest tego znakiem i obrazem.

Zostaliśmy z Chrystusem złączeni w jedno. Nie oznacza to jednak, że jesteśmy jak Chrystus, bez grzechu. Ale też nie ma to tylko znaczenia wyłącznie symbolicznego. Przez wiarę ‘w Chrystusie’, jesteśmy częścią Jezusa Chrystusa (por. Rzymian 8,1-2; 12,5).
W ten sposób wierzący jest usprawiedliwiony wobec Boga i nie zasługuje już na karę za grzechy. Dlatego grzech już nie panuje nad nami.
Wierzący umarł dla grzechu, albo inaczej mówiąc: nasz stary człowiek został razem z Nim ukrzyżowany, żeby zostało zniszczone grzeszne ciało, tak abyśmy już nie służyli grzechowi. (werset 6).
Przez śmierć Chrystusa nasz stary człowiek umarł. Określenie „nasz stary człowiek” nie oznacza w tym przypadku naszego dawnego (grzesznego) życia, zanim uwierzyliśmy. Chodzi tu raczej ogólnie o grzeszny sposób życia. W wielu miejscach tekstu Apostoł Paweł mówiąc o naszym starym człowieku, albo o ciele (w przeciwieństwie do ducha), ma na myśli życie w ciele pod panowaniem grzechu, w przeciwieństwie do życia w duchu pod panowaniem Jezusa Chrystusa. Czyli o niewierzącym, który odrzuca Jezusa, w przeciwieństwie do wierzącego, który przyjmuje Jezusa i chce z Nim żyć.

Nasz stary człowiek umarł, został ukrzyżowany, aby grzesznemu ciału (czyli grzechowi) została odebrana jego władza i wpływ.
Wierzący był sługą, niewolnikiem grzechu. Grzech był jego panem. Ale przez śmierć Chrystusa uległo to zmianie: grzech został pozbawiony panowania nad wierzącym. Wierzący jest martwy dla grzechu, grzech nie ma już nad nim władzy.

Apostoł Paweł wyjaśnia to w omawianym tekście w ciekawy sposób, za pomocą starej reguły prawa: mianowicie ten, który umarł zostaje prawnie wyzwolony od grzechu. Grzech już nie może rościć sobie żadnego prawa do człowieka.
Może lepiej wyjaśni to następujący przykład. Ktoś żyje rozrzutnie, wydając za dużo pieniędzy, robiąc przy tym wielkie długi. Przez jakiś czas wszystko idzie dobrze, ale trzeba w końcu spłacić długi. Jeśli tego nie zrobi, to pewnego dnia zjawi się przed jego drzwiami komornik aby odebrać zapłatę. Nie ma żadnego sposobu by uciec od tego, spłacanie długów jest prawnym obowiązkiem. Istnieje tylko jeden sposób ucieczki od prawnych zobowiązań: śmierć - jeśli dłużnik umrze, komornik już nic nie jest w stanie zrobić, w związku z czym dłużnik jest wyzwolony od obowiązku spłacenia długów.
W ten właśnie sposób Apostoł Paweł mówi o naszej winie za grzech: Kto bowiem umarł, jest wolny od grzechu (werset 7). Jeśli w Chrystusie umarłem, czyli jeśli uwierzę, jestem wyzwolony od grzechu. Grzech już nie panuje nade mną i skutek grzechu - kara wiecznej śmierci - już mnie nie dotyczy.
Przyjmując Jezusa Chrystusa, jako swego Zbawiciela, umieramy wraz z Nim mając udział w Jego śmierci. Już nie zasługujemy na karę za grzech. Jesteśmy wyzwoleni.
Podobnie mamy udział w Jego zmartwychwstaniu. Tak jak Chrystus otrzymał nowe życie po śmierci, tak i my otrzymamy nowe życie po śmierci.
Nie chodzi tylko o życie wieczne w przyszłości. Właściwie nasze nowe życie (jeśli wierzymy)  już się zaczęło. Nasz stary, grzeszny człowiek, już umarł. Już teraz żyjemy nowym życiem, mianowicie życiem nie będącym już pod panowaniem grzechu, lecz pod panowaniem Jezusa.

W ostatnim wersecie czytamy konkretny wniosek z powyższych rozważań: Tak i wy uważajcie siebie za umarłych dla grzechu, a żyjących dla Boga w Chrystusie Jezusie.
To co się wtedy stało na krzyżu, kiedy Chrystus umarł za grzechy, ma mieć skutek w naszej codzienności. Oznacza to nowe życie.
Wierzący jest martwy dla grzechu, grzech nie ma już panowania nad nami. Nie grzech, lecz Bóg jest Panem naszego życia.
Oczywiście, nie jest to jednoznaczne z tym, że jesteśmy zupełnie wolni od grzechu. Każdy wierzący jest świadomy tego, że grzech nadal ma pewien wpływ na nasze życie. Jednak żyjąc w Chrystusie, w obliczu Boga, żyjemy inaczej. Pragniemy żyć dla Boga i dlatego chcemy walczyć z grzechem. Walka trwa całe nasze ziemskie życie, ale możemy mieć pewność, że wróg (grzech) jest pokonany przez Chrystusa. Jeśli jesteśmy w Chrystusie, też kiedyś odniesiemy, z Jego pomocą, zwycięstwo nad grzechem. O walce z grzechem Apostoł Paweł pisze w następnym rozdziale (Rzymian 7,13-26).
Wierzący nie żyje dla grzechu, lecz dla Boga: Tak i wy uważajcie siebie za umarłych dla grzechu, a żyjących dla Boga w Chrystusie Jezusie.

2011-03-17

1 Piotra 2,9


Wy jednak jesteście potomstwem wybranym, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem wykupionym, abyście opowiadali o cnotach Tego, który was wezwał z ciemności do swojej niezwykłej światłości.

Apostoł Piotr pisze te słowa do wiernych, zachęcając ich do świętego, chrześcijańskiego życia, wyjaśniając co oznacza bycie chrześcijaninem.
Piotr nazywa wierzących: potomstwem wybranym, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem wykupionym. Nie są to określenia wymyślone  przez Piotra, ale zaczerpnięte ze Starego Testamentu (por. Księga Wyjścia 19,5-6; Księga Powtórzonego Prawa 7,6). W Starym Testamencie Izrael nazwany jest narodem wybranym. Obecnie nie tylko Izrael jest wybranym potomstwem, teraz także jest nim Kościół.

Chrześcijanie są potomstwem wybranym. To znaczy, że należą do rodziny Boga. Chrystus został wybrany przez Boga, a przez Niego wierzący w Chrystusie również są wybrani przez Boga. Podobnie jak Izrael był i jest szczególnym ludem Bożym, mając szczególne miejsce na świecie, także Kościół jest ludem Bożym.

Apostoł Piotr nazywa wierzących królewskim kapłaństwem, czyli kapłanami należącymi do króla, którym jest Bóg.
W Starym Testamencie kapłani działali w świątyni, miejscu kultu, miejscu Boga.
Kapłani byli przedstawicielami ludu wobec Boga i przedstawicielami Boga wobec ludzi. Posiadali szczególny przywilej przebywania blisko Boga, w miejscu, gdzie zwykły człowiek nie mógł przebywać. Wykonywali oni posługę kapłańską w imieniu ludu wobec Boga i byli pośrednikami, składającymi ofiary w imieniu ludzi. Kapłani także uczyli lud kim jest Bóg i jak żyć wobec Niego (Por. Hebrajczyków 9,1-10,25).
Apostoł Piotr nazywa wszystkich wierzących kapłanami. Wszyscy wierzący mają uprzywilejowaną pozycję wobec Boga. Jeżeli wierzymy w Chrystusa, mamy bezpośredni kontakt z Bogiem, nie potrzebujemy innego pośrednika, jak tylko Chrystusa. Niepotrzebny nam kult z ofiarami, niepotrzebni nam inni kapłani lub pośrednicy.

Wierzący, będąc kapłanami, mają przez Jezusa Chrystusa składać duchowe ofiary przyjemne Bogu (1 Piotra 2,5). Wszystko co robimy, ma podobać się Bogu.
Jakie są nasze duchowe ofiary przyjemne Bogu? Są nimi nasze uwielbienie Boga i nasze czynienie dobra: Przez Niego (Chrystusa) więc składajmy nieustannie Bogu ofiarę uwielbienia, to jest owoc warg, wyznających Jego imię. Nie zapominajcie też o czynieniu dobra i dzieleniu się z innymi, gdyż Bóg cieszy się takimi ofiarami (Hebrajczyków 13,15-16).

Bycie kapłanem ma także inny aspekt. Nie jest to tylko skierowanie na Boga, ale też na świat. Podobnie, jak w Starym Testamencie lud mógł przez kapłanów poznać Boga, tak dzisiaj, przez nas – chrześcijan - świat może poznać kim jest Bóg i kim jest Chrystus.

Wierzący są także narodem świętym. Nie chodzi przy tym o jakąś moralną świętość w sensie bycia lepszymi od innych, lecz o to, że jesteśmy wyodrębnieni, oddzieleni dla Boga. Podobnie jak Izrael był narodem wyodrębnionym od wszystkich innych narodów, tak też my jesteśmy wyodrębnieni, oddzieleni od świata. To znaczy, że mamy nowe życie w Chrystusie, już nie żyjemy w grzechu. Przez wiarę otrzymujemy wieczne życie z Chrystusem. To oczywiście nie oznacza, że już nie grzeszymy, ale - pragnąc żyć świętym życiem - walczymy z grzechem, który stanowi niezbywalną część naszej ludzkiej natury (por. Rzymian 6,12; 1 Tymoteusz 1,18-19).
To ma ogromne konsekwencje dla naszego życia. Nie jest obojętnym w jaki sposób żyjemy, bowiem powinniśmy żyć według woli Bożej, składając Mu przez to duchowe ofiary.

Chrześcijanie są ludem wykupionym, ponieważ Bóg jest właścicielem Kościoła, bo odkupił go przez cenną krew Jezusa Chrystusa. Dlatego istnieje szczególna więź między Bogiem a Kościołem, a wszyscy wierzący należą do Boga.

Apostoł Piotr mówi: jesteście potomstwem wybranym, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem wykupionym. Nie chodzi o to, że wierzący muszą, powinni lub mogą być narodem wybranym. Apostoł Piotr przedstawia to jako fakt: wierzący są wybranymi.
Konsekwencją wybrania jest głoszenie chwały Bożej, jak mówi Piotr: abyście opowiadali o cnotach Tego, który was wezwał z ciemności do swojej niezwykłej światłości. Należy pamiętać, że Apostoł Piotr nie określa nikogo mianem wierzącego na podstawie jakości jego wiary, czy jego uczynków, lecz tylko w odniesieniu do Chrystusa.

Z powodu faktu wybrania przez Boga chrześcijanie nie powinni wpadać w pułapkę pychy. Nie powinni wskazywać na samych siebie, zamiast na Boga, mówiąc: spójrzcie na nas, jakże wspaniali, święci jesteśmy!
Nasze życie powinno być przepełnione wdzięcznością Bogu, ponieważ wszystkie nasze dobre czyny zawdzięczamy tylko Jemu, a nie sobie samym.
Powinniśmy więc głosić, co Bóg czynił i czyni, głosić, że Bóg w Chrystusie wyzwolił i zbawił nas od grzechu, a dzięki Chrystusowi otrzymaliśmy wieczne życie z Bogiem.
Kiedy rodzicom urodzi się dziecko, to chcą o tym powiedzieć wszystkim; nie dlatego, że to zwyczaj lub tradycja, ale dlatego, że przepełnieni są radością i miłością. Podobnie wierzący, który otrzymał zbawienie przez Chrystusa, pragnie powiedzieć o tym całemu światu.
Jeżeli wierzymy w Chrystusa, przez którego otrzymaliśmy nowe życie, to pragniemy o tym mówić, pragniemy dzielić się z innymi tą wspaniałą wiadomością i rzeczywistością w naszym życiu.

Oznacza to, że wszyscy wierzący działają podobnie, jak prorocy w Starym Testamencie: opowiadają o cnotach, o dziełach Tego, który was wezwał z ciemności do swojej niezwykłej światłości. Oznacza to głoszenie, że zbawienie jest tylko w Chrystusie, że zbawienie otrzymać można jedynie przez nawrócenie się do Boga i wiarę w Chrystusa.   
Obecnie, zadaniem naszym jako chrześcijan jest sprawienie, aby te określenia Apostoła Piotra były także współcześnie prawdą i aby świat ujrzał, że jesteśmy rzeczywiście potomstwem wybranym, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem wykupionym, zbudowanym na kamieniu węgielnym, którym jest Chrystus; ludem głoszącym z wdzięcznością wielkie dzieła Boże.

Jak to wygląda w praktyce, co to znaczy, że jestem chrześcijaninem? Czy ja także mogę być królewskim kapłanem i opowiadać o Bogu, jak prorok, w moim codziennym życiu?
Oznacza to, że nie wstydzę się, że jestem wierzącym, że należę do Chrystusa. Składam świadectwo, głoszę Ewangelię, głoszę Imię Boga przez moje życie, moje czyny i moje słowa.
Czy moje życie przepełnione jest wdzięcznością Bogu? Życie moje powinno być życiem pełnym wdzięczności. Jest to moja ofiara wdzięczności, którą składam za otrzymane zbawienie przez Chrystusa.
Należę do Króla, to znaczy, że żyję godnie jak jego poddany, wypełniając Jego (Boga) wolę. Moje życie jest świadectwem, a inni łatwo mogą rozpoznać, kto jest moim Panem, kto kieruje moim życiem.
Jako wierzący jestem w Chrystusie, mam udział we wszystkim co jest Jego. To czyni mnie innym, nowym człowiekiem i wtedy nie może być inaczej, niż że wszyscy to ujrzą.


2011-02-10

List do Hebrajczyków 4,14-16


Jeśli więc mamy tak wielkiego arcykapłana, który przeszedł przez niebiosa, Jezusa, Syna Boga, trzymajmy się mocno wyznania wiary. Nie mamy bowiem arcykapłana, który nie mógłby współczuć w naszych słabościach, lecz podobnie jak my doświadczonego we wszystkim, oprócz grzechu. Śmiało więc zbliżajmy się do tronu łaski, abyśmy we właściwym czasie otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę pomocy.

Jezus nazwany został arcykapłanem. Kim był arcykapłan? W czasach Starego Testamentu
działało wielu kapłanów w świątyni w Jerozolimie. Ich zadaniem było składanie ofiar w imieniu ludzi: ofiar za grzechy, ofiar dziękczynnych i innych. Jeden z kapłanów – najwyższy kapłan – nazywany był arcykapłanem.
W jednym z najważniejszych świąt żydowskich - Dniu Pojednania (Jom Kippur) arcykapłan wchodził do najświętszego miejsca w świątyni gdzie stała arka przymierza. Był to jedyny raz w roku, kiedy mógł on wejść do najświętszego miejsca. Arcykapłan kropił wtedy krwią kozła ofiarnego Arkę Przymierza, dokonując w ten sposób przebłagania za grzechy ludu i swoje. (por. Ks. Kapłańska 16).
Ta ofiara nie była wystarczająca, aby przebłagać grzechy ludzkie. Dzień Pojednania i kult ofiarny wskazuje na ostateczną, wystarczającą ofiarę za grzechy: śmierć Jezusa Chrystusa na krzyżu.
W czasach Starego Testamentu ciągle na nowo należało składać ofiary za grzech i co roku następował Dzień Pojednania. Tak działo się do momentu śmierci Jezusa na krzyżu jako doskonałej ofiary za nasze grzechy. Jezus ostatecznie dokonał przebłagania za grzechy spełniając Dzień Przebłagania. Składanie ofiar oraz świątynia stały się już nie potrzebne.

Podobnie jak arcykapłan w świątyni izraelskiej przechodził przez różne pomieszczenia świątyni aż do najświętszego miejsca, tak Jezus szedł przez niebiosa do najświętszego miejsca, do samego Boga Ojca.
W czasach Starego Testamentu tylko arcykapłan mógł raz w roku wejść do najświętszego miejsca aby stanąć przed obliczem Boga. Chrystus przez swą ofiarę natomiast przygotował nam drogę do Boga, do Jego tronu. Z Chrystusem możemy bezpośrednio stanąć przed Jego obliczem.

Autor listu do Hebrajczyków przypominając nam o fakcie posiadania przez nas doskonałego Arcykapłana, Jezusa, który przetarł dla nas drogę do Boga Ojca, jednocześnie napomina czytelników, aby się trzymali mocno wyznania wiary. Wyznanie wiary nie jest tu dalej konkretnie określone, ale z całości listu możemy wnioskować, co autor miał na myśli. Jest to wyznanie, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym, że Jego ofiara na krzyżu jest wystarczająca, aby zadośćuczynić nasze grzechy i pojednać nas z Bogiem.
Trzymanie się wyznania wiary nie oznacza tylko posiadania wiary, ale aktywne życie wiarą, głębokie pragnienie życia z Jezusem i pełne powierzenie Jemu swego człowieczego życia we wszystkich jego aspektach.

Jezus jest Synem Bożym, jest Bogiem. Jednocześnie stał się człowiekiem. Będąc człowiekiem współodczuwał wszystkie nasze słabości, doświadczył wszystkiego czego my doświadczamy, oprócz naszych grzechów.
Nie chodzi o słabości fizyczne, lecz o wszelkie pokusy spotykające człowieka. Nasze słabości sprawiają, że ciągle popadamy w grzech. Czasami nieświadomie, czasami zupełnie świadomie. Pokusa okazuje się niejednokrotnie tak silna, że poddajemy się, nie będąc w stanie się jej przeciwstawić.

Jezus doskonale zna ludzkie słabości.
On podczas swojego ziemskiego życia głośno wołając, ze łzami zanosił błagania i prośby do Tego, który mógł go ocalić od śmierci, i został wysłuchany z powodu swojej uległości. Chociaż był Synem, przez to, co wycierpiał nauczył się posłuszeństwa. (Hebr. 5,7).

Jezus stał się człowiekiem, takim jak my, poznając wszystkie słabości i problemy ludzkie, współczuł nam ludziom. On wie naprawdę z własnego doświadczenia jak się czujemy. On rozumie nas doskonale w trudnych dla nas chwilach, kiedy już nie możemy znaleźć żadnego rozwiązania z rozpaczliwej sytuacji, kiedy bezsilnie płaczemy w naszym cierpieniu i lęku. Pociechą dla nas wierzących jest to, że mamy prawo, przywilej przychodzenia do Niego, zwracania się do Niego, kiedy jest nam trudno być posłusznymi Słowu Bożemu. Nie ma wątpliwości, że On nas zrozumie, bo i On doświadczył ludzkich słabości. On też jest jednym z nas, Jezus jest też człowiekiem.
Jezus sam nie uległ grzechowi, doznał jednak pokuszenia grzechu i musiał z nim ostro walczyć (por. np. Ew. Mateusza 4,1-11). Jezus wie co to znaczy być posłusznym, kiedy pojawiają się pokusy.
Zupełnie śmiało i bez obaw możemy przyjść do Jezusa ze wszystkimi naszymi problemami. Możemy mu szczerze wyznać nasze grzechy. Jezus nas rozumie i jesteśmy cenni dla niego, czego dowodem jest Jego ofiara na krzyżu, skutkiem której stało się otrzymanie przebaczenia naszych grzechów.

W czasach Starotestamentowych tylko arcykapłan mógł wejść do najświętszego miejsca w świątyni, miejsca gdzie przebywał Bóg, gdzie stała arka przemierza, tron Boży.
Inni ludzi, a nawet inni kapłanie nie mogli tam wejść z powodu ich grzechów.
Śmierć Chrystusa na krzyżu sprawiła ostateczne przebłaganie za grzechy. W momencie kiedy Jezus umierał, zasłona w świątyni rozdarła się na dwie części, od góry aż do dołu (Ew. Marka 15,38). To oznacza, że od tego momentu każdy może mieć dostęp do najświętszego miejsca. Każdy wierzący, a nie tylko arcykapłan raz w roku.
W naszym tekście czytamy co to oznacza dla wierzącego: Śmiało więc zbliżajmy się do tronu łaski, abyśmy we właściwym czasie otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę pomocy. Śmiało, bez wstydu i lęku, możemy zbliżać się do Boga samego.

Fakt, że Chrystus siedzi po prawicy Boga Ojca (Hebrajczyków 1,3) czyni z tronu Boga tron łaski. Boży gniew za ludzki grzech nie dotyka już ludzi wierzących w Chrystusa. Możemy przez wiarę z łaski przyjść do Boga. Łaska to dar przebaczenia, pojednania z Bogiem. Nic nie musimy czynić, tylko uwierzyć.
Jeśli wierzymy, to znaczy, jeśli żyjemy z Chrystusem, nie mamy powodów, aby się bać Boga. Mimo naszych grzechów nie musimy mieć powodów do lęku. Chrystus zapłacił swoją ofiarą na krzyżu za każdego wierzącego.
Dzięki Chrystusowi i jego dziełu możemy śmiało i bez leku zbliżać się do tronu Bożego. Nie potrzebujemy już innych pośredników, aby przyjść do Boga czy do Jezusa. Nie potrzebujemy także specjalnych sakramentów lub innych czynności, aby móc zbliżyć się do Boga. Każdy wierzący może osobiście i bezpośrednio przychodzić do samego Boga.
To jest Ewangelia, Dobra Nowina: Bóg nie jest daleki i nieosiągalny, On jest całkiem blisko nas. Bóg przyjmuje nas w swojej łasce przez Chrystusa.

2010-12-07

Ewangelia wg Łukasza 1,11-17

Początek naszego tekstu brzmi prawie jak wyrwany z bajki: …żył pewien kapłan…
To jednak nie bajka, a konkretna historia, mająca miejsce w konkretnym czasie, mianowicie pod panowaniem króla Heroda. Łukasz opisuje historię Zachariasza i Elżbiety, nie posiadających potomstwa, których podeszły wiek raczej nie daje nadziei na dzieci. Czytamy, że Zachariasz pochodził z domu Abiasza a jego żona z rodu Aaronego. Można się zastanawiać po co nam te informacje, ale oznaczają one, ze mimo ciężkich czasów, służba w świątyni jeszcze działa tak jak powinna, z podziałem kapłanów według Dawida (por. 1 Kronik 24,1-19), oraz to, że jeszcze można wskazać ród Aarona. Oznacza to, że kult był jeszcze czysty, w Izraelu żyli ludzie, starający się służyć PANU tak jak On sam nakazał.
Pozostała reszta w Izraelu, która jest wierna. Zachariasz i Elżbieta zaliczali się to tejże pobożnej i wiernej reszty.

Dzień opisany przez Łukasza w Ewangelii był jeden z najbardziej szczęśliwych w życiu Zachariasza. Każdy kapłan musiał dwa razy w roku służyć tydzień w świątyni. Ale to, że został przez los wskazany na służbę przy ołtarzu kadzenia wewnątrz świątyni zdarzało się w życiu kapłana tylko raz. W momencie gdy Zachariasz służył wewnątrz świątyni objawił mu się anioł, nie widoczny dla nikogo oprócz niego.

Anioł objawiał mu się aby ogłosić dobrą nowinę - nadszedł czas, że Bóg odwiedzi swój lud. Nie ogłosił tego na ulicach Jerozolimy, ani nawet nie na dziedzińcu przed świątynią, gdzie zgromadziły się setki wiernych. Nie przyszedł do Sanhedrynu, do najwyższego kapłana, będących duchowymi autorytetami i liderami Izraela.
Anioł przekazuje dobra nowinę tylko jednemu kapłanowi, który jest w tym momencie akurat w świątyni.
Świątynia była świętym miejscem, bez wstępu dla zwykłych ludzi, grzeszników. Symbolizuje to ogromną przepaść, przez grzech istniejącą między człowiekiem a Bogiem.
Na dziedzińcu świątyni znajdował się ołtarz całopalny, gdzie ludzi otrzymywali przebaczenie grzechów. Nie mogli jednak wejść dalej do świętego miejsca, do Boga, jeszcze nie… Dopiero po ostatecznej ofierze Chrystusa na krzyżu było to możliwe. Wtedy Chrystus otworzył ostatecznie drogę do Boga.

W tekście znajdujemy dokładny opis, gdzie stał anioł: Po prawej stronie ołtarza (1,11). Dwa razy dzienne kapłan niósł kadzidło, symbolizujące modlitwę Izraela, do ołtarza. Właśnie tam stał anioł i oznajmił, że modlitwy Izraela zostały wysłuchane.

Nareszcie przyjdzie PAN i będzie ze swoim ludem.
Kiedyś dawno temu lud Izraela żył w niewoli w Egipcie, ale PAN Bóg wyzwolił ich i zaprowadził do obiecanej ziemi. Oni jednak szybko zapomnieli o tym i żyli swoim życiem, niejednokrotnie szukając sobie swoich bogów. Za panowania takich królów jak Dawid czy  Salomon, Izrael był wielkim mocarstwem, ale po tym pozostało tylko wspomnienie.
Wrogowie najeżdżali ich , niszczyli, potem Izraelici zostali wygnani do Babilonu, skąd wrócili dopiero po 70 latach. Izrael ciągle błądził modląc się do fałszywych bogów, nie zważając na proroków nawołujących do nawrócenia. Pozostała jedynie reszta wiernych w Izraelu.
Czas opisany przez Ewangelistę, czas w którym żyli kapłan Zachariasz i jego żona  Elżbieta to okres, w którym Izrael żyje ponownie w obiecanej ziemi, będącą wówczas częścią wielkiego Rzymskiego Mocarstwa. Po stracie niepodległości Izrael znalazł się pod panowaniem złośliwego króla Heroda.
Przez wieki lud Izraela zanosił swoje modlitwy do Boga. Przez wieki dymy kadzidła unosiły się do nieba. Nic jednak się nie działo. Sytuacja wygląda beznadziejnie, lud zaczynał wątpić w to że Bóg odpowie na ich modlitwy.
Podobnie beznadziejnie przedstawiała się sytuacja Zachariasza i Elżbiety, bezdzietnej pary. Dzieci byli niezwykle ważne w Izraelu. Gwarantowały one opiekę i oparcie w momencie kiedy rodzice się zestarzeli. Jeszcze ważniejszym dla Izraelity było to, aby jego rodzina, jego potomkowie byli w Izraelu w momencie przyjścia Mesjasza. Brak dzieci był często widziany jako kara Boża, jako wielki wstyd.

Anioł objawił się Zachariaszowi jako znak, że Bóg nie opuścił swego ludu, nie opuścił człowieka.

Przestraszonemu Zachariaszowi obwieścił anioł dobra nowinę: Elżbieta i Zachariasz będą mieli upragnione dziecko. To nie tylko radość dla szczęśliwych rodziców, ponieważ jak powiedział anioł: Wielu też będzie się cieszyć z jego narodzin (werset 14).
To bowiem nie zwykłe dziecko, ale prorok, wyznaczony przez PANA. Jego imię zostało również obwieszczone: Jan, co znaczy: „PAN jest łaskawy”. Imię to wskazywało Kim jest Bóg, Mesjasz przyjdzie, ponieważ Bóg jest łaskawy i pragnie zbawić swój lud.

Anioł cytuje proroka Malachiasza (werset 17). Są to ostatnie wersety Starego Testamentu, słowa z ust ostatniego proroka starotestamentowego. Po Malachiaszu zapanowało 400 lat ciszy, Izrael w tym okresie nie miał proroka.
Ten ostatni tekst ze Starego Testamentu jest tekstem pełnym nadziei. Jest to tekst mówiący o Mesjaszu - każdy Izraelita doskonale znał te słowa. Tekst mówi, jak wiele innych tekstów innych proroków, o sprawiedliwości i odnowieniu, odnowieniu relacji między ludźmi, odnowieniu społeczności świętych.
Przepaść między sprawiedliwymi a grzesznikami zostanie zlikwidowana przez nadejście proroka Jana, obiecanego Eliasza. W ten sposób Bóg przygotowuje swój lud na swe przyjście.

Lud, żyjący w grzechu, potrzebował zdecydowanego proroka, nawołującego do pokuty i nawrócenia, ale jednocześnie ogłaszającego łaskę PANA w ten sposób przygotowując drogę Mesjaszowi, Jezusowi Chrystusowi.
Odnowienie i wyzwolenie zaczyna się od nawrócenia, od powrotu do Boga. Tylko w ten sposób możemy być otwarci na przyjście PANA do nas, do naszych serc.

Pobożny Zachariasz nie mógł uwierzyć słowom anioła i poprosił o znak. Jako odpowiedź anioł przekazał mu, że nie będzie mówił dopóki dziecko się nie urodzi.  
Objawiał mu także kim jest - anioł Gabriel. Był to ten sam, który kiedyś odwiedził Daniela objawiając mu, że po okresie nieszczęścia i kary nadejdzie Boża przyszłość (por. Daniel 8,15-16; 9,24-26).
Teraz przyszedł, aby ogłosić dobra nowinę. Czas nieszczęścia i kary skończył się, teraz nastąpi spełnienie obietnic Bożych, o których Daniel, Izajasz i inni prorocy wielokrotnie mówili. Bóg pokazuje, jakże łaskawy jest, wysyłając własnego Syna na ziemię, aby żył wśród nas, i aby wyzwolił nas od grzechu.

2010-12-02

List do Rzymian 1,3-5


Paweł – sługa Chrystusa Jezusa, powołany na apostoła, przeznaczony dla Ewangelii Boga, która wcześniej została ogłoszona przez Jego proroków w Pismach Świętych; Ewangelii o Jego Synu, pochodzącym według ciała z rodu Dawida, a ustanowionym Synem Boga w mocy według Ducha uświęcenia przez powstanie z martwych; o Jezusie Chrystusie, naszym Panu, poprzez którego otrzymaliśmy łaskę i posłannictwo do posłuszeństwa wiary wśród wszystkich narodów dla Jego imienia, wśród których jesteście i wy, powołani Jezusa Chrystusa. Wszystkim zamieszkałym w Rzymie, umiłowanym Boga, powołanym świętym: Łaska wam i pokój od Boga, naszego Ojca, i Pana, Jezusa Chrystusa.
                                                                           (List do Rzymian 1,1-7)


Tekst ten jest wprowadzeniem do listu do Rzymian i stanowi właściwie podsumowanie całej Ewangelii.
Co to jest Ewangelia? „Ewangelia” znaczy dosłownie ‘dobra nowina. Co jest w takim razie dobrą wiadomością i jak ją rozumiano w czasach Apostoła Pawła. Jak my powinniśmy ją rozumieć?

W żydowskim świecie w pierwszym wieku n.e. Żydzi, słysząc słowo Ewangelia – dobra nowina – myśleli o tekstach z księgi Izajasza. Są to teksty opowiadające o zwiastunie pokoju, nadchodzącym nad górami do Jerozolimy z dobrą wiadomością, mianowicie, o upadku Babilonu i wyzwoleniu Jerozolimy. Oznaczało to, że PAN Bóg wróci do swojego ludu, aby z nim mieszkać. Czytamy w Izajasza 52:

Jak miłe są na górach nogi tego, który zwiastuje radosną wieść, który ogłasza pokój, który zwiastuje dobro, który ogłasza zbawienie, który mówi do Syjonu: Twój Bóg jest królem.
Słuchaj! Twoi strażnicy podnoszą głos, razem radośnie wykrzykują, bo na własne oczy oglądają, jak Pan wraca na Syjon.               (Izajasz 52, 7-8)

Czytamy: który zwiastuje dobro. Wielu Żydów z pierwszego wieku korzystało z greckiego tłumaczenia Starego Testamentu (tzw. Septuaginta). Apostoł Paweł często cytuje w Nowym Testamencie to greckie tłumaczenie. Sformułowanie, który zwiastuje dobro jest tłumaczone: ten, który przyniesie Ewangelię.

Ewangelia, dobra nowina, oznacza: pokój, zbawienie, ratunek, Bóg Królem, powrót PANA do Syjonu.

Około 400-tu lat przed narodzinami Jezusa znaczna część populacji Izraela została wyprowadzona do Babilonu. Była to kara Boża za ich nieposłuszeństwo wobec Niego. Bóg wielokrotnie ostrzegał przez proroków, że Izrael zostanie ukarany i tak też się stało.

Izrael odczuwał niewolę babilońską jako okres nieobecności Boga.
Po około 70 latach Izrael powrócił do obiecanej ziemi kananejskiej. Świątynia została odbudowana (czytamy o tym w księgach Ezdrasza i Nehemiasza). Jednak w czasie Nowego Testamentu Izrael był okupowany przez rzymską armię, stanowiąc część wielkiego imperium rzymskiego i stracił niepodległość. Wielu Żydów rozumiało to jako nową niewolę, jako karę Bożą. Izrael oczekiwał w tej sytuacji obiecanego Mesjasza, który wyzwoli, wybawi lud z niewoli.
Słowo Ewangelia oznaczało w tym czasie dla Żydów: teraz jest czas, Mesjasz przyszedł i On będzie królem! To On wyzwoli Izraela od wrogów i z niewoli; zamieszka ze swoim ludem i przyniesie mu prawdziwy pokój.

W świecie kultury grecko-rzymskiej, w czasach apostoła Pawła, ten sam wyraz – Ewangelia – miał nieco inne znaczenie. Oznaczał ogłoszenie urodzin Cesarza lub też ogłoszenie o wyborze nowego cesarza.
W momencie śmierci cesarza rzymskiego następował niespokojny i niebezpieczny czas. Często bywało niejasnym, kto będzie następcą cesarza. Walka o władzę nie była rzadkością, czasami doprowadzając nawet do wojen. Dla zwykłych ludzi oznaczało to nic innego, jak czas lęku i niebezpieczeństwa.
Jeżeli zatem został wybrany nowy cesarz, wysyłano posłańców do wszystkich regionów i zakątków imperium, aby ogłosić jego wybór.
Posłańcy przybywali do miast i wchodząc wołali: „Ewangelia, dobra nowina, mamy cesarza!” Była to naprawdę dobra nowina dla mieszkańców, powód do świętowania. Oznaczało to pokój i bezpieczeństwo dla wszystkich ludzi.

Dobra nowina, ‘ewangelia’, oznaczała także żądanie posłuszeństwa. Posłaniec ogłaszał ludziom: mamy nowego cesarza, a teraz na kolana, oddajcie mu chwałę!
Posłaniec nie prosił: proszę pokłońcie się i oddajcie cześć cesarzowi. Nie! On żądał: Pokłoń się i oddaj część cesarzowi, płać mu podatki. Jeśli tego nie uczynisz - poniesiesz karę.
Ewangelia oznaczała więc w grecko-rzymskim świecie pierwszego wieku ogłoszenie pokoju i radości, ale jednocześnie żądanie absolutnego posłuszeństwa.

W tym świecie, takiej kultury, Apostoł Paweł podróżował, odwiedzał miasta i wszędzie, gdzie przychodzi, ogłaszał: Ewangelia! Mam dobrą nowinę: mamy Króla - Jezusa Chrystusa, Mesjasza! Nie cesarz Rzymu, lecz Jezus Chrystus jest królem!


Często definiujemy Ewangelię, jako przebaczenie grzechów, usprawiedliwienie, nową wiarę. Ewangelia nie oznaczała jednak dla Pawła nowej wiary, nowego sposobu zbawienia.
Oczywiście Ewangelia nie może istnieć bez przebaczenia grzechów poprzez krzyż, bez usprawiedliwienia z łaski przez wiarę. Jest oczywistą prawdą, że jesteśmy zbawieni przez Ewangelię. Ale jest to raczej bezpośredni i logiczny wynik Ewangelii.

Samo słowo Ewangelia użyte przez Apostoła Pawła w tym tekście, oznacza przede wszystkim  proklamację, że Jezus Chrystus jest królem.
Dlatego Ewangelia żąda, wymaga posłuszeństwa, nawrócenia się do Boga, żąda wiary.
Przez poddanie się i wiarę w Ewangelię, jesteśmy usprawiedliwieni i pojednani z Bogiem, jesteśmy zbawieni.
Jeśli przeczytamy cały list do Rzymian, to odkryjemy, że posłuszeństwo wiary jest ważnym tematem w całym liście (por. np. Rzymian 4,3; 6,15-23).

Pełny tytuł Jezusa używany przez Apostoła Pawła brzmi: Jezus Chrystus nasz Pan (werset 4). Sowo ‘Chrystus’ stało się dla nas czymś takim, jak nazwisko Jezusa. Jednak w pierwszym wieku ‘Chrystus’, po hebrajsku ‘Mesjasz’ był nazwą urzędu Jezusa. Podobnie jak my używamy np. wyrazu ‘prezydent’. „Mesjasz” wyraża funkcję Jezusa.

Jezus jest Mesjaszem, On jest tym, którego Izrael oczekiwał, On jest tym, który został obiecany w Starym Testamencie. To Mesjasz wybawi człowieka i stworzenie od grzechu i będzie rządził całym światem.


Jezus jest Panem, po grecku: ‘Kurios’. W greckim tłumaczeniu Starego Testamentu, wszędzie święte imię Pana Boga ‘JHWH’ jest przetłumaczone jako ‘Kurios’. Jeśli Apostoł Paweł nazywa Jezusa Kurios, nasz Pan, jest to dla każdego Żyd natychmiast jasne, że Jezus jest Bogiem, najwyższym Panem i Królem.

Jezus jest naszym Panem. Jezus jest Królem. On jest Panem nad całym światem, nad całym stworzeniem. Jezus jest Panem nad wierzącymi i nad niewierzącymi.
Dla niewierzących, którzy odrzucają Jezusa, oznacza to ich sąd ku potępieniu.
Dla wierzących, którzy przyjmują Jezusa, oznacza to, że należą do Niego i mogą z Nim żyć na wieczność.

Dlaczego Apostoł Paweł mówi, że Jezus jest Panem?
Nie dlatego, że Jezus jest potomkiem królewskim z rodu Dawida. Było przecież wielu potomków.
Nie dlatego, że uczynił wiele cudów. Apostołowie też czynili przez Jezusa cuda (por. np. Dzieje Apostolskie 3,1-10; 5,12-16).

Tylko jeden potomek Dawida zmartwychwstał i pokonał śmierć - Jezus Chrystus.
Paweł podkreśla to w wersecie 4:
Ewangelia o Jego Synu, pochodzącym według ciała z rodu Dawida, a ustanowionym Synem Boga w mocy według Ducha uświęcenia przez powstanie z martwych o Jezusie Chrystusie, naszym Panu.

Jezus posiada władzę, ponieważ powstał z martwych. Jego zmartwychwstanie niezaprzeczalnie wskazuje na to, że On jest Mesjaszem, że On jest Panem całego świata.


W świecie pierwszego wieku n.e. cesarz rzymski był najwyższym autorytetem. Spróbujmy sobie wyobrazić sytuację, kiedy Apostoł Paweł przychodzi do miast będących pod wpływem cesarza i głosi, że w małej prowincji, Palestynie, żył młody Żyd, który został ukrzyżowany przez rzymskie władze, czyli otrzymał najwyższą i najstraszniejszą karę śmierci. Potem jednak zmartwychwstał, a teraz jest najwyższym Królem, najwyższym władcą, przewyższającym samego cesarza.

To musiało dla słuchaczy brzmieć absurdalnie.
Wtedy, podobnie zresztą jak dzisiaj, prawie nikt nie wierzył w możliwości zmartwychwstania. Większość Żydów wierzyło, że na koniec czasów, koniec obecnego świata, będzie zmartwychwstanie wszystkich ludzi, kiedy wszyscy staną przed Bogiem. Ale jedynie i dopiero na końcu czasów; możliwość wcześniejszego zmartwychwstania odrzucali.
Poganie, Greccy, Rzymianie, i wszyscy inni w ogóle nie wierzyli w zmartwychwstanie. Według nich nie było powrotu do życia dla tych, którzy umarli.

Wiara w cielesne zmartwychwstaniem stanowiła, podobnie jak dla wielu współczesnych, absurdalny pomysł. To, co Apostoł Paweł głosił było szalone, absurdalne dla wielu.
W historii Kościoła widzimy, że wielu kaznodziejów i teologów miało podobne problemy z przyjęciem zmartwychwstania, jako faktu i próbowali inaczej rozumieć zmartwychwstanie. Np. jako duchowe doświadczenie, a nie jako prawdziwe, cielesne zmartwychwstanie. Dla wielu jest niezmiernie trudnym, wręcz niemożliwym, aby uwierzyć w zmartwychwstanie.

Jednak rzeczywiste, cielesne, fizyczne zmartwychwstanie jest podstawą wiary chrześcijańskiej. Tylko dzięki zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa Apostoł Paweł może głosić to, co głosi. Tylko dzięki zmartwychwstaniu możemy głosić Ewangelię. Bez prawdziwego, cielesnego zmartwychwstania Jezusa Chrystusa Ewangelia nie miałaby sensu. Krzyża i zmartwychwstania nie można od siebie oddzielić.
Bez zmartwychwstania Chrystusa nie byłoby Ewangelii!.

Apostoł Paweł głosi: Jezus z Nazaretu to ukrzyżowany Chrystus, ukrzyżowany za nasze grzechy, aby pojednać nas z Bogiem. On zmartwychwstał z martwych, On żyje i jest teraz najwyższym Królem.

Absurdalne, ale mimo tego wielu ludzi uwierzyło w to, co Apostoł Paweł głosił. Jak to możliwe? Stało się to możliwe jedynie za sprawą Ducha Świętego, który jest autorem wiary w sercach ludzkich.
To dotyczy także nas dzisiaj: wierzymy tylko dzięki Duchowi Świętemu, który porusza nasze serca do wiary. Tylko przez Ducha Świętego jesteśmy w stanie wyznać, że Jezus Chrystus jest naszym Panem.

Apostoł Paweł, pisząc list do chrześcijan w Rzymie, stolicy wielkiego imperium rzymskiego, miejsca gdzie mieszka cesarz, najwyższy autorytet,od początku listu ogłasza, że nie cesarz, lecz Jezus z Nazaretu jest Panem świata.

W tym czasie, w rzymskim imperium, istniał mocno rozwijający się kult cesarza. Kult cesarza stał się najważniejszą religią. Obywatele byli zobowiązani oddawać pokłon cesarzowi, miało to oprócz znaczenia politycznego, znaczenie także religijne. W momencie śmierci cesarza ogłaszano, że jest on bogiem. Przez to jego następca, nowy cesarz, stawał się synem bożym, któremu należało oddać pokłon.

Apostoł Paweł głosi w tym kontekście: Nie! Nie cesarz, lecz tylko Jezus z Nazaretu jest najwyższym Panem, tylko Jezus jest prawdziwym Synem Bożym.
Władza i panowanie cesarza zostały tym samym przez Apostoła zakwestionowane. W tym kontekście zmartwychwstanie miało także znaczenie polityczne, ponieważ to, co głosił Apostoł Paweł było niebezpieczne. Władcy świata zostaną skonfrontowani z całkiem inną i nową rzeczywistością.


Jezus jest Panem świata. On nie jest tylko Panem duchowego świata, On nie jest tylko Panem mojego życia duchowego. On nie jest tylko Panem wierzących.
Nie, Jezus jest Panem, Królem całego świata, całego stworzenia, całego kosmosu. On jest Panem mojego całego życia, we wszystkich jego aspektach. Wszystko co czynię, mówię i myślę - Jemu podlega.
To ma znaczenie nie tylko dla mojego życia duchowego, dla mojej wiary, ale i również dla całego społeczeństwa.
Nie ma ani jednego centymetra w świecie, nie ma ani jednej sekundy, w której Jezus nie mówi: to moje (C.S. Lewis)
Jezus jest Panem, Królem całego świata. Wielu nie uznaje Go za Króla, ale Bóg nad wszystko Go wywyższył, i obdarzył imieniem, które jest ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano w niebiosach, na ziemi i pod ziemią i aby każdy język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem.  (Filipian 2,9-11).


Przyjrzyjmy się naszemu życiu? Czy Jezus jest naprawdę królem w i nad moim życiem? Czy jest On naprawdę Królem, panującym nad wszystkimi sekundami mojego czasu? Czy w moim codziennym życiu, we wszystkim co czynię i myślę, czy rzeczywiście oddaje Mu chwałę.

Moje wyznanie, proklamacja, że Jezus jest Królem oznacza, że wielu rzeczy nie czynię, że decyduję często inaczej, niż wielu moich kolegów, moich bliźnich. To oznacza, że żyję inaczej niż niewierzący. Naraża nas to oczywiście niejednokrotnie na niezrozumienie ze strony kolegów, znajomych, często na drwiny. Może inni uważają, że jesteśmy zwariowani, pragnąc żyć, jak naucza Biblia.
Co wtedy czynimy?
Czy naprawdę pragniemy żyć, będąc posłusznymi Jezusowi we wszystkim?

W daszej części tego rozdziału (werset 16) Apostoł Paweł mówi:
Nie wstydzę się bowiem Ewangelii, gdyż jest ona mocą Boga ku zbawieniu dla każdego wierzącego… (Rzymian 1,16)
Czy i my również możemy to o sobie powiedzieć: Nie wstydzę się Ewangelii?
Jeżeli nie wstydzę się Ewangelii to oznacza, że ją głoszę.
Głoszę Ewangelię nie tylko słowem, ale i swoim życiem. Jeżeli żyjemy Ewangelią, ludzie wśród których żyjemy dostrzegają, że jesteśmy inni, że nie należymy do tego świata, lecz należymy do Jezusa Chrystusa i naśladujemy Go. Głosimy też Ewangelię naszymi słowami. Głosimy, jak Apostoł Paweł, Ewangelię, że jest tylko jeden prawdziwy Król, Jezus. On jest Chrystusem, Mesjaszem. Tylko przez jego śmierć na krzyżu i przez jego zmartwychwstanie możemy zostać zbawionymi i pojednać się z Bogiem.

Czy głosimy to rzeczywiście wszystkim niewierzącym, których spotykamy na swej życiowej drodze?
Czy może wolimy nie mówić tego tak stanowczo? Wielu uważa to za aroganckie, nietolerancyjne, a my nie chcemy być uważani za nietolerancyjnych i aroganckich.
My głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, głupstwem dla pogan… (1 Koryntian 1,23)
Nie bądźmy zdziwieni, kiedy inni wokół nas będą uważać nas za wariatów, nie rozumiejąc nas, stwierdzą że jesteśmy nienormalni. Biblia mówi, że tego możemy się spodziewać. Wierzymy w Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego, zmartwychwstałego, Pana świata. To absurd dla wielu, ale dla wierzących to wyzwalająca moc Ewangelii.

Wiara oznacza posłuszeństwo. To jest trudne, szczególnie w sytuacji gdy inni, a szczególnie nasi najbliżsi, nas nie rozumieją.
Duch Święty jest także autorem posłuszeństwa wiary w naszych sercach. On pomoże nam, aby wierzyć i aby żyć w wierze. On pomaga nam, abyśmy oddali Jezusowi chwałę.
Jezus wysłał nas w świat, aby głosić Ewangelię (por. Ew. Mateusza 28,18-20) ale też zapewnił, że nie jesteśmy sami, On jest z nami. Bóg zsyła Ducha Świętego, który daje każdemu chrześcijaninowi moc, aby świadczyć.
Gdy Duch Święty zstąpi na was, weźmiecie Jego moc i będziecie Moimi świadkami w Jeruzalem i w całej Judei, w Samarii i aż po krańce ziemi. (Dz. Apostolskie 1,8).


Ewangelia jest przeciw wszelkiemu relatywizmowi. Apostoł Paweł żył i działał w relatywistycznym świecie. Było to społeczeństwo przesiąknięte religijnym pluralizmem: istniało wiele religii, wielu bogów, każdy naród posiadał swoich własnych bogów. Właściwie podobnie jak obecnie, gdzie wiele grup, czy całe narody mają swoich własnych bogów.
W świecie przepełnionym relatywizmem Paweł głosił, że nie ma relatywizmu, że Jezus jest jedynym Panem, że jest tylko jeden prawdziwy Bóg. Człowiek może być posłuszny tylko Jezusowi. Tak jak Apostoł Paweł był powołany, aby głosić Ewangelię, podobnie my jesteśmy dzisiaj powołani, aby ją głosić. Ewangelia była wówczas dla wielu podobnie arogancka i absurdalna, tak jak dzisiaj. Ewangelia jednak to nie absurd, ale Dobra Nowina dla całego świata.