2011-10-10

Przypowieść o dobrym Samarytaninie


Ewangelia wg Łukasza 10,29-37

Pewien znawca Prawa wstał i zadał Mu podchwytliwe pytanie:
Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?          (Pytanie 1)

On mu odpowiedział: Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?    (Pytanie 2)

Tamten powiedział: Będziesz miłował Pana, swego Boga,         (Odp. na pyt. 2)
z całego swego serca, z całej swojej duszy, z całej swojej siły
i całym swoim umysłem, a swego bliźniego jak siebie samego.

Wtedy Jezus oznajmił: Słusznie odpowiedziałeś.                       (Odp. na pyt. 1)
Tak czyń, a będziesz żył.

Lecz on, chcąc siebie usprawiedliwić, zapytał Jezusa:
a kto jest moim bliźnim?                                                                  (Pytanie 3)

Jezus nawiązując do tego, powiedział:                                             (Pytanie 4: przypowieść)

Pewien człowiek schodził z Jeruzalem do Jerycha i napadli na niego
bandyci, którzy nie tylko go obrabowali, ale też poranili, zostawili na
pół umarłego i odeszli.
Przypadkiem schodził tą drogą pewien kapłan, zobaczył go i ominął.
Podobnie Lewita, gdy przyszedł na to miejsce, zobaczył go i ominął.
Natomiast pewien Samarytanin, który tamtędy podróżował i również
obok niego przechodził, kiedy go zobaczył ulitował się.
Podszedł do niego, opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem,
wsadził go na swoje zwierzę, zawiózł do zajazdu i opiekował się nim.
Następnego dnia wyjął dwa denary, dał karczmarzowi i powiedział:
Zajmij się nim, a jeśli coś więcej wydasz, oddam ci, kiedy będę wracał.

Jak ci się wydaje?
Który z tych trzech okazał się bliźnim tego, co wpadł w ręce bandytów?

Tamten odpowiedział: Ten który okazał mu miłosierdzie.          (Odp. na pyt. 4)

 Jezus na to: Idź i ty czyń podobnie.                                          (Odp. na pyt. 3)


Kontekst
Przypowieść o dobrym Samarytaninie należy analizować nie zapominając o jej miejscu w kontekście szerszej dyskusji teologicznej. Ponieważ sam dialog jest krótki a przypowieść stosunkowo długa, często ignorowany zostaje kontekst dialogu, co powoduje, że przypowieść pozostaje niczym więcej niż zachętą do pewnego etycznego działania.

Struktura
Dialog składa się z dwóch sekcji, obejmujących po dwa pytania i dwie odpowiedzi, z czym przypowieść jest częścią odpowiedzi.

Pierwsza sekcja
1.      Znawca Prawa, pytanie 1:
Co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?
2.      Jezus, pytanie 2:
Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?
3.      Znawca Prawa, odpowiedź na pyt. 2:
Miłuj Boga i bliźniego swego
4.      Jezus, odpowiedź na pyt. 1:
Tak czyń, a będziesz żył

Druga sekcja
5.      Znawca Prawa, pytanie 3:
Kto jest moim bliźnim?
6.      Jezus, pytanie 4:
(po opowiedzeniu przypowieści)
Kto w przypowieści okazał się bliźnim?
7.      Znawca Prawa, odpowiedź 4:
Ten który okazał mu miłosierdzie
8.      Jezus, odpowiedź na pyt. 3
Idź ty i czyń podobnie

Znawca prawa wstał – był to zwyczajowy sposób wyrażenia szacunku dla nauczyciela. Zwrócił się do Jezusa słowami Nauczycielu (rabbi) – co oznacza, że widział Jezusa jako równego sobie, jako znawcę, nauczyciela.  
Znawca prawa chciał przetestować Jezusa, ale z kontekstu nie wynika jasno na czym miałby polegać ten test.
Najprawdopodobniej znawca Prawa oczekiwał jakiegoś typowego żydowskiego wyjaśnienia spełnienia wymogów Prawa w celu otrzymania życia wiecznego.
W tradycji żydowskiej istniały dwie możliwości:
1. można było powiedzieć, że otrzymanie życia wiecznego jest darem, na który nie można zasłużyć
2. można było zgodnie z tradycją rabińską podkreślić spełnienie Prawa, (co też Jezus czyni)

Znawca podsumowuje Prawo łącząc dwa teksty z Ks. Powtórzonego Prawa (V Mojż.) 6,5 oraz Księgi Kapłańskiej (III Mojż.) 19,18. W innych miejscach Jezus sam podsumowuje Prawo w tenże sposób (|Ew. Mateusza 19,16-22; Ew. Marka 10,17-22; Ew. Łukasza 18,18-23).
Połączenie tych dwóch tekstów, jako podsumowanie, zostało już wcześniej dokonane w judaizmie. Przykazanie miłości i miłosierdzie zajmuje centralne miejsce w judaizmie.

Znawca Prawa chce konkretnie wiedzieć kim jest bliźni, a Jezus w odpowiedzi opowiada mu przypowieść, chcąc przez to skłonić go do samodzielnego przemyślenia tej kwestii i udzielenia sobie odpowiedzi na swoje pytanie.

Kontekst historyczny
Wszyscy kapłanie izraelscy byli podzieleni na 24 grupy, każdy z nich musiał dwa tygodnie rocznie służyć w świątyni (por. 2 Ks. Kronik 24,1-19; Ew. Łukasza 1,8). Około połowa kapłanów mieszkała wtedy w Jerychu.

Samarytanie byli znienawidzeni przez Żydów. Po wygnaniu z północnego Izraela, Asyryjczycy przesiedlili ludzi z innych rejonów Izraela, z nakazem służby izraelskiemu Bogu. Samarytanie akceptowali tylko Pięcioksiąg a ich świętym miejscem była góra Gerizim. Samarytanie byli porównywani z Filistyńczykami (por. Sirach 50,25-26). Niektórzy rabinowie twierdzili, że jedzenie chleba otrzymanego od Samarytanina jest równoznaczne z jedzeniem wieprzowiny.
Nie wszyscy oczywiście byli aż tak skrajni. Istniały kontakty handlowe pomiędzy Żydami a Samarytanami.

Przypowieść – znaczenie.
Przypowieść funkcjonuje jako wyjaśnienie tekstu biblijnego, mianowicie przykazania miłowania swego bliźniego jak siebie samego (Ks. Kapłańska 19,18). Wyjaśnienie tekstu z Tory (Prawa) za pomocą przypowieści było normalną praktyką w tradycji rabińskiej.
Całość przypowieści ma 7 strof, jak pokazano w podziale tekstu na początku artykułu. Pierwsze trzy są charakteryzowane przez ciąg: przychodzić, czynić, wychodzić.
Bandyci przyszli, zrabowali, pobili i uciekli.
Kapłan przyszedł, widział, ominął i poszedł dalej, podobnie Lewita.
Przy Samarytaninie ciąg zostaje przerwany: przychodzi, widzi, ale nie odchodzi, lecz zaczyna działać.  

Scena 1
Droga z Jeruzalem do Jerycho (ok. 30 km), to droga stroma prowadząca przez górską pustynię (Jeruzalem jest położone na wysokości ok. 820 m. nad poziomem morza, Jerycho na wys. 240 m.n.p.m). Droga ta było znana jako niebezpieczna, podróżni często byli tam atakowani.
Tamtędy przechodzi ktoś, kto zostaje zaatakowany przez bandytów. Nie znajdujemy więcej informacji na temat pokrzywdzonego człowieka. Zakłada się, że jest Żydem, ale nie ma stuprocentowej pewności.

Na Bliskim Wschodzie żyły i żyją różne grupy etniczne i religijne. Istotnym dla nich jest odróżnienie, oddzielenie od innych grup. Przynależność do poszczególnej grupy można rozpoznać przez mowę (język) oraz przez ubranie. Podróżny zostaje obrabowany z wszystkiego, nawet z ubrań, i do tego zostaje dotkliwie pobity, jest nieprzytomny, prawie nie żyje. W związku z tym rozpoznanie jego przynależności do którejś z grup staje się niemożliwe. Nie posiada już ubrań i ze względu na swój ciężki stan nie może mówić. Człowiek ten stracił tożsamość. Kiedy później kapłan, Lewita lub Samarytanin przechodzą, nie są w stanie go zidentyfikować, nie są w stanie określić czy poszkodowany jest Żydem.

Scena 2 - Kapłan
Grecki tekst nie wyjaśnia, czy kapłan szedł pieszo, czy jechał, ale można zakładać, że jechał na zwierzęciu. Kapłanie należeli do najwyższej warstwy społeczeństwa, do elity i żaden kapłan nie przebywałby takiej drogi na pieszo. Tylko biedni chodzili przez pustynię.

Kapłan nie pomógł, ominął i uciekł. To zachowanie było prawdopodobnie uznawane przez większość słuchaczy jako słuszne.
Kapłan był więźniem własnego systemu prawnego. Aby zrozumieć sposób myślenia kapłanów, można przeczytać np. Księgę Mądrości Syracha 12,1-7, gdzie m. in. zostało zapisane: Dawaj bogobojnemu, a nie wspomagaj grzesznika. Dobrze czyń biednemu, a nie dawaj bezbożnemu, odmów mu chleba swego … (w. 4-5a). Te księgi deuterokanoniczne nie znajdują się w Biblii, ale mimo to odgrywały ważną rolę dla pobożnych Żydów I wieku n.e. i były ważne w kształceniu myślenia teologicznego.
Pomoc grzesznikom mogłaby więc oznaczać działanie przeciw Bogu, a różnica między grzesznikiem a obcym prawie zanikała w myśleniu kapłanów. Do tego nieszczęścia, które człowieka spotykały, były często widziane jako kara Boska (por. np. Ew. Łukasza 13,1-4), więc pomaganie takiemu człowiekowi oznaczałoby działanie przeciwko woli Boskiej.

Innym problemem były nieczystości rytualne. Gdyby kapłan dotknął martwego ciała, byłby siedem dni rytualnie nieczysty (Ks. Liczb 19,11-22), kapłanom nawet było zabronione mieć kontakt z martwymi ciałami (Ks. Kapłańska 21,1-4; 22,4-7). Nie tylko dotknięcie ciała, ale nawet dotknięcie przedmiotów, których dotkały zwłoki, lub nawet cień padający na zwłoki mógłby uczynić kapłana nieczystym. Według rabińskiego nauczania wymagane jest trzymanie odległości przynajmniej 4 łokci (ok. 2,20 m) od zwłok.
Nieczystość oznaczała dla kapłana również zakaz przybliżania się do rodziny, zakaz jedzenia chleba ze świątyni. Po za tym byłby to wstyd w jego miejscu zamieszkania gdyby wrócił nieczysty ze służby w świątyni.
Kapłan jadący drogą i widzący leżącego nieprzytomnego człowieka nie byłby w stanie ocenić, czy żyje czy nie. W celu określenia stanu leżącego musiałby się przybliżyć, ale gdyby okazało się, że poszkodowany nie żyje, kapłan byłby nieczysty. Dlatego też tutaj omija on leżącego, zachowując bezpieczną odległość. Wielu pobożnych Żydów, słuchaczy Jezusa, opisane tutaj zachowanie pochwaliłoby i uznało jako słuszne.

Z drugiej strony jednak istniały też inne przykazania, np. nakaz pogrzebania opuszczonych zwłok człowieka.  
Najważniejszą dla pobożnego Żyda była zasada, aby zawsze ratować życie ludzkie, aby to czynić można było w praktyce złamać wszystkie przekazania.
Nie wiemy, czy kapłan i Lewita sądzili, że leżący człowiek jest martwy, czy też ciężko ranny. W obu przypadkach jednak istniał obowiązek, mimo nakazu czystości, aby albo pogrzebać ciało, albo pomóc i ratować życie ludzkie. Okazuje się, że zarówno dla kapłana jak i dla Lewity najważniejsza była czystość rytualna.
Kapłan okazał się więźniem panującego rabińskiego systemu prawnego ( systemu nakazów i zakazów).

Scena 3 - Lewita
Lewita prawdopodobnie widział, że przed nim jedzie kapłan. Droga bowiem przebiegała stromo w dół, więc doskonale można było zobaczyć kto jest w drodze.
Inaczej niż kapłan, lewita rzeczywiście podchodzi bliżej do rannego. Nie wiadomo właściwie dlaczego mu nie pomógł. Lewitów nie obowiązywały tak ostre reguły dotyczące czystości rytualnych jak kapłanów, ale on także nie pomógł.

Scena 4 - Samarytanin
Po kapłanie i lewicie obok leżącego przechodzi zwykły człowiek. Żydowscy słuchacze naturalnie oczekiwali, że teraz w opowieści kolej na Żyda – kolejność kapłan, lewita, Żyd częściej występowała w rozprawach i przypowieściach rabińskich.
Musiało być szokiem dla słuchaczy, że ten, który podchodzi do leżącego jest jednym ze znienawidzonych Samarytan. Samarytanie byli uznawani za heretyków, stanowiąc dla wielu Żydów gorszą grupę niż poganie.
Żydowski komentarz do Tory (Prawa) – Miszna - oznajmia, że ten kto je chleb od Samarytanina, jest jak ten, który je wieprzowinę, co było czymś niezwykle obrzydliwym dla pobożnego Żyda. Samarytanie byli wówczas nawet publicznie przeklinani podczas nabożeństw w synagogach.
Opowieść Jezusa, w której tenże znienawidzony Samarytanin okazuje się pomocny i miłosierny była bardzo odważna. Słuchacze mogliby wyrazić swój sprzeciw, niezadowolenie nawet w agresywny sposób.

Kapłan ominął z daleka, lewita przybliżył się ale i on uciekł, ale Samarytanin podszedł do rannego człowieka i rzeczywiście pomógł. Grecki wyraz splanchnizomai, tłumaczony jako litować się, jest w greckim bardzo mocnym wyrazem.
Gdyby bandyci znajdowali się jeszcze w pobliżu, mogliby także zaatakować Samarytanina. On jednak bez wahania udzielił pierwszej pomocy. Opatrzył mu rany, zalał je oliwą i winem – kolejność przy tym jest dość nietypowa. Wino i olej były wówczas używane do dezynfekcji i leczenia ran.
Znajdujemy tu echo Starego Testamentu, gdzie o Bogu powiedziano, że troszczy się w ten sposób o swój lud: Spowoduje, że zabliźnią się twoje rany i uleczy cię z twoich ciosów – mówi Pan… (Jeremiasz 30,17). Także u proroka Ozeasza czytamy o Bogu, który leczy i opatruje nasze rany (Ozeasza 6,1-10, por. także Micheasza 6,7-8).

Następnie Samarytanin bierze rannego człowieka na swoje zwierzę. Z tekstu nie wynika, czy Samarytanin siedzi razem z rannym na swoim zwierzęciu, czy tylko ranny na nim siedzi a on prowadzi. To byłoby wielkie poniżenie w kulturze bliskiego wschodu.
To, że posiadał zwierzę, a olej i wino wiózł ze sobą wskazuje na to, że prawdopodobnie był kupcem.
Potem zostaje całą noc w karczmie z rannym, co oznacza także poświęcenie.
To również było niebezpiecznie. Samarytanie byli znienawidzonymi, chęć zemsta była bardzo aktualna.
Samarytanin wjeżdżający z ciężko rannym Żydem do żydowskiego miasta, jest w podobnie niebezpiecznej sytuacji jak Indianin wjeżdżający z oskalpowanym cowboyem do miasta, Mimo jego postawie, chęci pomocy rannemu, jest widziany mimo to jako wróg.

Następnego dnia Samarytanin dał dwa denary, co wystarczyło na dwutygodniowy pobyt w karczmie. Ranny nie posiadał już nic i za nie opłacony pobyt w karczmie mógłby zostać aresztowany. Gdyby Żyd zapłacił za niego, mógłby liczyć na to, że kiedyś otrzyma swe pieniądze z powrotem, ale Samarytanin będąc na obcej i wrogo nastawionej mu ziemi nie mógł liczyć na zwrot długu.
Samarytanin czyni wszystko odwrotnie jak bandyci. Bandyci obrabowali, podczas gdy Samarytanin zapłacił za niego. Bandyci zostawili go, prawie umierającego, podczas gdy Samarytanin zatroszczył się o niego. Bandyci uciekli, podczas gdy Samarytanin obiecał, że wróci.

Pytanie
Pytaniem końcowym nie jest jak powinienem się zachować wobec Samarytan, czyli wobec obcych, a nawet wrogów. Pytaniem jest, kto był naprawdę bliźnim pobitego Żyda.
Dla kapłana i Lewity najważniejszym było utrzymanie rytualnej czystości, dlatego nie można ich nazwać bliźnimi rannego człowieka. Bliźnim był ten, który zauważył potrzebującego człowieka na swojej drodze i zareagował pomagając.

Pierwotnym pytaniem (w. 25) było kto otrzyma wieczne życie. Odpowiedź brzmi, że ci, którzy są w Izraelu (kapłanie, lewici) i sadzą, że są dziećmi Bożymi, są właściwie na zewnątrz, poza; lecz ci, którzy są na zewnątrz (Samarytanie), osiągną życie wieczne. Lud Boży jest o wiele większy niż tylko Izrael, a poza tym nie urodzenie, lecz żywa wiara decyduje o otrzymaniu wiecznego życia.

Kontekst, ciąg dalszy
Jak przypowieść funkcjonuje w całości dialogu między Jezusem a Znawcą Prawa?
Znawca Prawa zapytał: kto jest moim bliźnim? Na to Jezus odpowiada mu przypowieścią a potem pyta, kto był bliźnim dla rannego. Znawca Prawa jest teraz zmuszony sam odpowiedzieć na swoje pytanie.
Znawca Prawa oczekiwał od Jezusa jakiejś ograniczonej kategorii bliźniego, ale otrzymał odpowiedź, która zniszczyła wszelkie myślenie w kategoriach granic. Znawca Prawa chciał ograniczyć swoją odpowiedzialność w miłowaniu bliźniego, chciał wiedzieć, kto należy do kategorii ludzi, których ma miłować, a kogo nie. To typowy sposób myślenia faryzeuszów, którzy cały świat i życie podzielili w kategoriach, co wolno, a co nie, itd.
Jezus jednak likwiduje wszelkie ograniczenia. Pytanie „Kto jest moim bliźnim?” nie jest właściwym pytaniem, ponieważ nie jest możliwym, że ktoś może nie być moim bliźnim. Nie istnieją ludzie, nie mogący być twoimi bliźnimi. Innymi słowy, należy miłować wszystkich ludzi. Miłość nie definiuje bliźniego, lecz odkrywa go w konkretnej sytuacji.
Jezus zmienia pytanie o bliźniego; pytaniem nie jest, kto jest moim bliźnim, lecz prawdziwe pytanie powinno brzmieć: dla kogo ja muszę być bliźnim?
Jezus mówi: tak jest jak Ty masz się zachować, przy którym wyraz ty w greckim jest mocno podkreślony.

Znaczenie i cel
Znawca Prawa musi zrozumieć, że powinien stać się bliźnim dla każdego, kto jest w potrzebie. Spełnienie Prawa Bożego oznacza, że muszę miłować wszystkich ludzi, nawet swoich wrogów.
Można zadać pytanie, jak w ten sposób w ogóle ktoś może być zbawiony. Faktem jest, że nawet jeśli najlepiej się staramy, nie jesteśmy w stanie przez swoje działanie (uczynki) otrzymać wiecznego życia. Nie mogę usprawiedliwić siebie, nigdy nie mogę powiedzieć, że wystarczająco wszystko czyniłem. Boże wymagania, wymagania Prawa są za wysokie.
Otrzymujemy wieczne życie z łaski przez wiarę. Wiara jest zawsze aktywna i działająca. Wiara bez uczynków jest martwa – temat który ciągle powraca w Nowym Testamencie.
Miłowanie Boga bez miłowania innych jest rzeczą niemożliwą. Miłowanie nie jest tylko  uczuciem lecz oznacza także działanie, często ryzyko i niebezpieczeństwo.
Jezus wyjaśnił, że chodzi o miłowanie i w ten sposób mamy postrzegać Prawa. Trzymając się kodeksu prawa zawierającego dokładne listy jak się zachować, listy, który określają, kto jest bliźnim, a kto nie, tak jak rabinowie i faryzeusze, nie działa. To nie jest to czego Bóg od nas oczekuje.

Odpowiedź Jezusa jest zawstydzająca. Kapłanie i Lewici i wszyscy pobożni Żydzi dwa razy dzienne recytujący tzw. sjema, podstawowe wyznanie wiary Izraela, zawierające podsumowanie Prawa, mówiące przecież o miłości do Boga i bliźniego, nie rozumieją tego. Samarytanin, uważany za heretyka przez Żydów, pokazuje w praktyce co to znaczy, pokazując tym samym, że lepiej zna Prawo Mojżeszowe i wie jak się troszczyć o obcych i potrzebujących (Ks. Kapłańska 19,34). Było to niezwykle żenujące dla Żydów. Jak Znawca prawa ośmiela się więc pytać o definicję bliźniego?
Przypowieść Jezusa jest przy okazji też bardzo ostrym atakiem na społeczne przesądy i rasizm.

Zastosowanie
Zastosowanie można prosto podsumować krótkim zdaniem: idź i czyń tak!
Powinniśmy traktować poważnie, to co Jezus nauczał a to oznacza praktyczne życie w wierze.
Żyjemy w świecie, który nie jest wolny od różnych problemów, cierpiących, potrzebujących ludzi. Ta przypowieść nie pozwala nam zamykać oczy na to, co dziejecie z naszymi bliźnimi i żyć dalej. Każdy potrzebujący, którego spotykam na swojej drodze, jest moim bliźnim, lub inaczej, ja jestem bliźnim dla każdego potrzebującego na mojej drodze.
Przypowieść nie zawiera szczegółowych wskazówek w jaki sposób mam pomagać. Nowy Testament nie jest szczegółowym przewodnikiem, wyznaczającym dokładnie nasze działania. To jest co rabinowie i faryzeusze uczynili w skrajny sposób z Prawa. Ich system próbował określić dokładny sposób zachowania i postępowania w każdym nawet najmniejszym szczególe, aspekcie życia czego skutkiem był legalistyczny system nakazów i zakazów, czyniący z człowieka więźnia. Wielu współczesnych chrześcijan nie są również zupełnie wolni od podobnego systemu w mniejszym lub większym stopniu. System zakazów i nakazów wydaje się prosty, dokładnie opisujący zachowanie. Odpowiedzialność przerzuca się wtedy na system.
Biblia jednak nie jest takim systemem, Biblia, Ewangelia jest konfrontująca. Ewangelia nie mówi jak mam się zachować, lecz mówi kim mam być. Mam być zbawionym, to jest uwolnionym, wolnym, człowiekiem, żyjącym wiarą, z której wypływają moje dobre czyny.


2011-09-15

Przypowieść o siewcy


Ewangelia wg Mateusza 13,1-9, 18-23
(Paralela: Ew. wg Marka 4,1-9; Ew. wg Łukasza 8,4-15

3 Mówił do nich wiele w przypowieściach: Oto siewca wyszedł siać. 4 A gdy siał, jedne upadły na drogę, zleciały się ptaki i je wydziobały. 5 Inne upadły na grunt skalisty, który był ubogi w ziemię. Szybko wzeszły z powodu cienkiej warstwy ziemi, 6 ale gdy słońce przygrzało, wypaliło je i uschły, bo nie mogły się zakorzenić. 7 Inne zaś upadły miedzy ciernie, które się rozpleniły i je zagłuszyły. 8 Jeszcze inne upadły na szlachetną ziemię i wydały plon: jedno stokrotny, inne sześćdziesięciokrotny, a jeszcze inne trzydziestokrotny. 9 Kto ma uszy, niechaj słucha.

18 Posłuchajcie więc, co oznacza przypowieść o siewcy. 19 Do każdego, kto słucha Słowa o Królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co jest zasiane w jego sercu. Ten jest posiany na drodze.
20 Na gruncie skalistym posiany jest ten, kto słucha Słowo i natychmiast przyjmuje je z radością. 21 Nie ma jednak w sobie korzenia i jest niestały. Gdy nadejdzie ucisk lub prześladowanie z powodu Słowa, zaraz się gorszy.
22 Między ciernie jest zaś posiany ten, kto słucha Słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają je, tak, że nie przynosi owocu.
23 Natomiast na szlachetnej ziemi jest posiany ten, kto słucha Słowa, rozumie je i wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny.

Ew. wg Mateusza 13,3-9, 18-23


Jest to jedna z bardziej znanych przypowieści Nowego Testamentu i także jedna z kilku, których znaczenie sam Jezus dokładnie wyjaśnia. Między samą przypowieścią, a wyjaśnieniem znajdujemy odpowiedź Jezusa dlaczego właściwie mówi przypowieściami (Ew. wg Mateusza 13,10-17). Wszystkie trzy tzw. synoptyczne Ewangelie umieściły tę przypowieść oraz jej wyjaśnienie (Ew. wg Marka 4,1-9; Ew. Wg Łukasza 8,4-15).


Kontekst
Ew. Mateusza 13,1-43 zawiera trzy przypowieści i są to jedyne przypowieści, które Jezus sam wyjaśnia.
Ewangelista umieścił tą grupę przypowieści z wyjaśnieniem w rozdz. 13 między sytuacjami nieporozumienia i odrzucenia.

W rozdziale 12 czytamy o odrzuceniu Jezusa przez przywódców Izraela (12,1-45). Potem znajdujemy dialog dotyczący więzi rodzinnych, w którym Jezus stwierdza, że rodzina nie jest określona przez więzi krwi, lecz przez fakt naśladowania Go lub nie (12,46-50). To nie duchowi przywódcy Izraela, lecz uczniowie naśladujący Jezusa, należą do Królestwa Bożego – ta kwestia wciąż powraca. 
Następnie Jezus zaczyna mówić przypowieściami.

Po serii przypowieści następuje konflikt w Nazarecie. Ludzie z rodzinnego miasta Jezusa odrzucają Go, nie chcąc Go słuchać (13,53-58) – to kolejny powracający temat.

Od tego momentu Jezus zaczyna mówić w tajemniczy sposób (por. w. 11).
Przypowieści pozostają zagadkowe dla tych, którzy nie otwierają swego serca przed Bogiem, natomiast dla ludzi otwartych na Boga przypowieści - zawierające prawdy (tajemnice) o Królestwie Bożym - są zrozumiałe (w. 11).

Cel mówienia w przypowieściach
Między samą przypowieścią (w. 1-9) a wyjaśnieniem (w. 18-23) znajdujemy fragment, w którym Jezus mówi o celu mówienia w przypowieściach (w. 10-17). Nie sposób obszernie omówić tę kwestię, ale dla dobrego zrozumienia całości należy kilka słów temu poświęcić.
Przypowieści stanowią w Starym Testamencie narzędzia prorockie, używane w celu konfrontacji z ludzkim postępowaniem oraz w celu głoszenia sądu Bożego (por. np. 2 Samuela 12,1-4). Przypowieści posiadają często charakter tzw. eschatologiczny, tj. mówią o tym co nastąpi, przekazując obietnice dla wiernych oraz głosząc Boży sąd dla bezbożnych.

Jezus głosił, że nadeszło Królestwo Boże, co Żydzi rozumieli jako polityczne królestwo pod panowaniem Mesjasza jako króla walczącego z rzymskim okupantem. Było to dość niebezpiecznie, ponieważ zarówno Rzymianie jak i król Herod postrzegali to jako rewolucję i bunt przeciwko władzom, na który jedyną odpowiedzią byłaby kara śmierci dla Jezusa. Czas śmierci Jezusa jeszcze nie nadszedł. Dlatego też Jezus zaczął mówić w sposób ukryty, tajemniczy, niezrozumiany przez większość ludzi. Podobnie jak w czasach PRL-u wielu autorów publikowało w sposób ukryty, aby cenzura się nie czepiała, dobry czytelnik jednak potrafił doskonale wyczytać między wierszami prawdziwy przekaz autora.
Potem, kiedy nadszedł Jego czas, Jezus głosił w sposób bardziej otwarty, ale okres omawiany przez nas był czasem zagadkowych przypowieści.
W tym fragmencie zacytowanych zostało kilka wersetów z Księgi Izajasza 6,9-10. Izajasz 6 zawiera słowa skierowane do Izraela w momencie, gdy był upartym i zatwardziałym na słowa proroków, nie chciał się nawrócić. Sąd Boży nadejdzie z pewnością dla tych, którzy nie chcą słuchać. Te słowa stały się symboliczne (także w innych miejscach) dla upartości Izraela. Mimo tej zatwardziałości Słowo powinno zostać głoszone.
Wielu w Izraelu odrzuciło Jezusa jako Mesjasza i w tym kontekście Jezus mówi słowami Izajasza o upartości i konsekwencjach tego przed sądem Bożym.
Proroctwo Izajasza zawiera też obietnicę i nadzieję. Jest resztka Izraela, która pozostaje wierna i będzie błogosławiona (por. Izajasz 10,20-23; 28,5-6; 37,31-32). Słuchacz (i czytelnik) zostaje zachęcony, aby zostać częścią tej resztki.
W pewnym sensie można by postrzegać przypowieść siewcy jako nawiązanie i komentarz do Izajasza 6 (jak twierdzą niektórzy komentatorzy).

Ważnym tematem w tzw. kazaniu na górze (Ew. wg Mateusza 5,1-7,27 oraz także Ew. wg Łukasza 6,20-49) jest słuchanie Jezusa, i nie tylko słuchanie, lecz dostosowanie się do tego, co Jezus głosi, czyli rozpoczęcie nowego życia według Ewangelii. Także przypowieść o budowniczych (Ew. Łukasza 6,46-49 – patrz Słowo nr. 8) porusza tą samą kwestię.
W przypowieści o Siewcy słuchanie jest ważnym elementem (por. w. 8, 10, 12, 13, 14, 15, 18, 21). Na czym polega właściwy sposób słuchania, skutkujący w wydawaniu owoców ?


Przypowieść o siewcy
Przypowieść znana jest jako przypowieść o siewcy, ale raczej chodzi tu o różne rodzaje, gatunki ziemi, gleby i jej wpływ na zasiane w niej ziarno.
Przypowieść składa się z czterech scen, opisujących różne rodzaje ziemi, na którą padło nasienie (13,3-8). W swoim wyjaśnieniu (13,18-23) Jezus kontrastuje tych, którzy słuchają i tych, którzy nie słuchają.

Przypowieść i wyjaśnienie jej nie identyfikują kto jest siewcą; może być nim Bóg lub Jezus. Obraz Boga jako siewcy był znany w judaizmie (np. 4 Księga Ezdrasza 4,26-32).
W Starym Testamencie siew i żniwa były znane jako metafory eschatologiczne (por. np. Jeremiasz 31,27; Ezechiela 36,9; Ozeasza 2,23, także Ew. Mateusza 9,35-38). Teksty starotestamentowe, a także głoszenie Jana Chrzciciela i głoszenie Jezusa mówią o nadejściu obiecanego Mesjasza, kiedy to Bóg ustanowi swoje Królestwo na ziemi i odnowi przymierze ze swoim ludem.

Nasiona padają na drogę (w. 3-4)
Ta scena jest identyczna we wszystkich Ewangeliach.
W starożytnym Izraelu nie było płotów wokół pól uprawnych. Istniały ścieżki między polami i czasami też prowadzące przez środek pól. Rolnicy przed zasiewem orali pola, a następnie wysiewali tam nasiona. Po zasiewie ludzie często skracali sobie drogę, chodząc przez środek pola po ścieżce istniejącej tam poprzednio. Tam, na uklepanej przez chodzących ludzi ziemi, nasionko nie miało szans wyrosnąć. Nie da się jednak uniknąć sytuacji, że jakieś nasionko padnie na drogę lub ścieżkę.

Interpretacja Jezusa (w. 18-19)
Nasienie jest Słowem Królestwa (czyli Ewangelią), a ptaki zbierające je z drogi oznaczają zło, które porywa.
W judaizmie ptaki symbolizowały działalność szatana oraz bandytów. Dla chrześcijan gołąb  symbolizuje Ducha Świętego – czyli dobro, natomiast dla Żydów ptaki stanowiły naturalny symbol wszelkiego zła.
Pierwszy rodzaj ziemi (droga) przedstawia tych, którzy nie zrozumieli głoszenia Ewangelii z powodu świadomego odrzucenia jej.

Nasiona padają na grunt skalisty (w. 5-6)
Nie chodzi tu o skały, znajdujące się nad ziemią, czyli o teren górzysty. Raczej chodzi o skałę wapienną, która niejednokrotnie znajdowała się tuż pod ziemią (często na głębokości 5-15 cm).  Na początku nasienie zaczynało kiełkować. Cienka warstwa ziemi na skale jest ciepła, dlatego rośliny szybko się rozwijają, ale korzenie nie miały możliwości wejścia głębiej w ziemię, z powodu znajdujących się tam skał i dlatego szybko więdły z powodu upału i braku wody.

Interpretacja Jezusa (w. 20-21)
Chodzi tu o ludzi, którzy słuchają, radośnie ją przyjmując i próbując w życiu usłyszaną Ewangelię stosować, ale w momencie trudności, prześladowania, nacisków, nie chcą cierpieć z powodu wiary i odchodzą. Chodzi o prześladowanie (werbalne lub fizyczne),  podobnie jak ma to miejsce w obecnej chwili, np. w wielu krajach arabskich. Chodzi także o różne rodzaje dyskryminacji chrześcijan, jak to się dzieje w wielu krajach. Nie chodzi tu o innego rodzaju trudności (por. w. 22).
Jezus ostrzegał przed czasami prześladowania (5,10-12; 43-44; 10,16-25); wielu nie jest w stanie tego wytrzymać i zachować wiarę.

Nasiona padają między ciernie (w. 7)
Nasiona padające tu zaczynają kiełkować i rosnąć, ale ciernie przeszkadzają ich rozwojowi, ponieważ są większe i mają silniejsze korzenie, niszczące inne rośliny. Jest to problem bardzo znany na bliskim wschodzie, podobnie w Europie, gdzie mamy do czynienia z różnymi rodzajami chwastów..

Interpretacja Jezusa (w. 22)
To są ci, którzy słuchają, ale odpadają z powodu trosk doczesnych oraz ułudy bogactwa. Te dwie kwestie (zmartwienie i bogactwo) były tematami Kazania na górze (6,19-34; por. 19,23-24). Troska i bogactwo mogą stanowić zagrożenie dla wiary. Rabini również twierdzili, że bogactwo stanowi zagrożenie dla wiary.

Nasiona padają na dobrą ziemię (w. 8)
W poprzednich scenach nie było szansy na plon, ale tu jest całkiem inaczej. Plon wydany zostanie nawet stokrotnie.
Ziemia palestyńska była znana z tego, że była dobra i dawała wielkie plony. Ilość plonów nawet stokrotna nie jest więc przesadzona, jak wiemy m.in. z opisów Herodota i Pliniusza. Plony stokrotne, sześćdziesięciokrotne i trzydziestokrotne oznaczały więc normalne, dobre żniwa w dobrym roku.

Interpretacja Jezusa (w. 23)
Dobra, szlachetna ziemia oznacza tego, który słucha Słowa, rozumie je i wydaje plon. W Ewangelii Marka mamy zamiast rozumieć słowo przyjmować (akceptować), podczas gdy w Ewangelii Łukasza mamy zachować, być wytrwałym.
Istotnym jest, że najpierw następuje słuchanie Słowa, potem rozumienie i akceptacja, a potem czynienie.
Wydawanie plonu lub owocu jest tematem, ciągle powracajacym (por. np. Ew. Mateusza 3,8; 7,16. 20).
Dobra ziemia nie oznacza tylko dobrej jej jakości. Ta sama ziemia znajduje się wszędzie na polu, tam też, gdzie znajdują się ciernie i droga. Tylko patrząc wstecz można stwierdzić, gdzie jest dobra ziemia. Dobra ziemia jest zdefiniowana przez fakt wydawania plonu.


Znaczenie
Często przypowieść o siewcy jest interpretowana w taki sposób, aby podać powody, dlaczego Królestwo Boże obecnie się nie rozwija. W takiej interpretacji interpretatorzy koncentrują się na roślinie, a nie na ziemi przynoszącej plony.
Inni podkreślają zwycięstwo: nastąpią prześladowania, ale należy wytrwać, ponieważ wkrótce potem nadejdzie Królestwo Boże i po nim wielkie żniwa. W takiej interpretacji centralnym elementem przypowieści nie jest problemem kwestia jak ludzie słuchają i reagują na Ewangelię, lecz fakt pewnego, zwycięskiego nadejścia Królestwa Bożego.
Jeszcze inni skupiają się na osobie Siewcy i na fakcie, że Słowo samo w sobie posiada siłę tworzenia Królestwa Bożego. Przy tym człowiek (ziemia) postrzegany jest jako bierny, bowiem tylko siewca czyni wszystko (w ten sposób przypowieść może działać jako dowód dla nauki o predestynacji). To nie jest jednak przesłanie tej przypowieści.
Jeszcze inni twierdzą, że Jezus powiedział tą przypowieść, ponieważ uczniowie byli rozczarowani, że tak niewielu ludzi przyjmowało słowa Jezusa. Przypowieść miała wyjaśnić uczniom dlaczego tak się działo.

Czytając dokładnie przypowieść w jej kontekście jednak należy stwierdzić, że centralnym elementem nie jest siewca, ani żniwa, lecz jest nim ziemia oraz fakt, że aż w trzech miejscach, wypadkach siew nie skutkował wydaniem plonu.

Przypowieść ta należy do tzw. Przypowieści Królestwa, mówiących o Królestwie Bożym.
Oczekiwanie Królestwa Bożego było niezwykle żywe w ówczesnym judaizmie.
Kiedy Jan Chrzciciel, lub Jezus bądź Jego uczniowie głosili Królestwo Boże (3,2; 4,17; 10,7), nawiązywali do tradycji starotestamentowych o odbudowie królestwa Dawida. Słuchacze oczekiwali jednak ziemskiego królestwa, dosłownego odbudowania wielkiego Królestwa Dawida. Mesjasz miałby być tym, który wypędzi Rzymian z kraju a po tym zasiądzie na tronie jako suwerenny król. (Por. np. Daniel 7,13-14; Haggai 2,20-23; Zacharja 14)
Królestwo głoszone przez Jezusa w tych przypowieściach jest jednak inne - nie zostaje geograficznie lub politycznie zdefiniowane. Królestwo jest tajemnicą (Gr. mysterion, w. 11) - o takim królestwie Żydzi jeszcze nie słyszeli.
Królestwo Boże jest królestwem Słowa a przypowieść mówi o przyjmowaniu tegoż Słowa.
Słowo, czyli Ewangelia, może zostać przyjęte lub nie, i można w nim wytrwać lub nie. Ten który je przyjmie i wytrwa, z pewnością przyniesie owoce.

Ziarno było w judaizmie I wieku często symbolem resztki Izraela (por. np. Izajasz 10,21; 11,11.16). Resztka, która uwierzyła i została wierna Bogu, która powróciła z wygnania babilońskiego.
W wielu tekstach Starego Testamentu czytamy o Izraelu, a szczególnie o odnowionym Izraelu, jako roślinie zasadzonej przez Boga (por. np. Psalm 80,8-19; Izajasz 5,1-7; 37,31; Jeremiasz 31,27-28; Ezechiela 17,22-24, Ozeasza 2,22-23, i inni).
Ziarno jest w więc symbolem prawdziwego Izraela, czyli tych, którzy słuchają Pana.
Izrael co prawda powrócił z wygnania babilońskiego, ale w ziemi Kanaańskiej nie posiadał już własnego królestwa, lecz był rządzony i okupowany przez Rzymian. Dla pobożnych Żydów oznaczało to, że wygnanie nadal trwa i wciąż oczekiwali prawdziwego końca wygnania, które nastąpi kiedy przyjdzie Mesjasz.
Jezus wspominał o ziarnie, które zostało zasiane. Pobożni Żydzi rozumieli to w świetle Izajasza następująco: teraz wygnanie się skończy i Bóg zaczynie ustanawiać swoje Królestwo.
Siew oznacza odbudowanie ludu Bożego, Izraela, oznacza to ustanowienie Królestwa Bożego.

Należy pamiętać o tym, że Izajasz 6 jest istotny w ustaleniu znaczenia. Tak jak w Izajaszu 6 także tu chodzi zarówno o resztkę, która pozostaje wierna jak i o odpowiedzialność, aby słuchać Słowa i Go przyjmować.


Przypowieść zawiera również ostrzeżenie. Bóg co prawda działa, sieje swoje Słowo, ale wymagana jest właściwa reakcja na to. Cytat z Izajasza (w. 14-15) jest ostrzeżeniem aby nie być takim, jak uparty i zatwardziały Izrael. Nie wystarczy tylko słuchać Ewangelii i przyjąć ją do serca. Podobnie stało się z ludźmi symbolizowanymi przez ziarno na gruncie skalistym. Prawdziwe, właściwe słuchanie Słowa, skutkuje w owocach: trzydziestokrotnie, sześćdziesięciokrotnie, a nawet stokrotnie. To oznacza życie w posłuszeństwie Bożym, to oznacza, że życie nawróconego człowieka całkowicie ulegnie zmianie.
Ostrzeżenie czytamy w ostatnich słowach: Kto ma uszy, niechaj słucha (w. 9).
Tego, kto nie odpowiednio słucha dotyczą słowa Izajasza 6,9-10.
Jest to więc przypowieść, zawierająca jednocześnie wielką obietnicę, jak i ostre ostrzeżenie: przy słuchaniu nie można zostać obojętnym!

2011-08-25

List do Rzymian 8,15-17


Nie jesteśmy więc, bracia, dłużnikami ciała, tak, aby żyć według ciała. Jeśli bowiem według ciała żyjecie, umrzecie, jeśli zaś przy pomocy Ducha uśmiercacie uczynki ciała, będziecie żyć. Ci którzy dają się prowadzić Duchowi Boga, są synami Boga. Nie otrzymaliście przecież ducha zniewolenia, żeby znowu się bać, lecz otrzymaliście Ducha usynowienia, w którym wołamy: Abba Ojcze! Duch ten równocześnie świadczy naszemu duchowi, że jesteśmy dziećmi Boga. Jeśli zaś dziećmi, to i dziedzicami, dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa, skoro rzeczywiście cierpimy z Nim, aby tez uczestniczyć z Nim w chwale.
(Rzymian 8,15-17)

W Starym Testamencie rzadko spotykamy teksty, w których Bóg nazywany jest w sposób dosłowny Ojcem. Natomiast Pan Jezus często mówi o Bogu, „Wasz Ojciec w niebie” (por. np. Ew. Mateusza 6,1; 6,6; 6,32, itp.)
Dzieło Chrystusa - Jego ofiara na krzyżu uczyniła nas przez łaskę i wiarę dziećmi Boga Ojca. Jezus naucza nas i zachęca, aby modlić się słowami modlitwy „Ojcze nas…” i nazywać Boga naszym Ojcem.

We wcześniejszych rozdziałach listu do Rzymian czytamy o grzechu, o ciągłej walce człowieka z grzechem. Człowiek jest niewolnikiem grzechu i śmierci i tylko dzięki temu, że Chrystus nas wykupił może być wolnym. Nie otrzymaliście przecież ducha zniewolenia, żeby znowu się bać.
Jeżeli nie jesteś w Chrystusie żyjesz w lęku i masz powody ku temu, aby się bać. Poganie żyli w ciągłym lęku przed różnymi rodzajami złych duchów, mających wpływ i władze. Żydzi żyli pod dobrym prawem Bożym, grzech jednak dotyczył także ich, nie byli w stanie spełnić prawa Bożego, co mogło spowodować gniew Boży.
W Chrystusie wierzący jest zupełnie wolny od lęku. Więcej, w Chrystusie wierzący nie jest niewolnikiem, lecz jest dzieckiem samego Boga: otrzymaliście Ducha usynowienia, w którym wołamy: Abba Ojcze!

Apostoł Paweł użył tu greckiego słowa, oznaczającego przyjmowanie, adoptowanie jako własne dziecko. Wyraz ten oznacza prawną adopcję, przyjęcie kogoś jako własne dziecko, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Oznacza to więc, że adoptowane dziecko jest formalnym dziedzicem, otoczonym miłością identyczną jaką obdarza się własne naturalne dzieci.
W grecko-rzymskim świecie pierwszego wieku zwyczaj adoptowania obcego dziecka i formalnego przekazania mu wszystkich praw przysługujących naturalnym dzieciom był powszechnie znany i stosowany. Adoptowane dziecko było widziane jako naturalne dziecko, nie istniała żadna różnica miedzy naturalnym i adoptowanym.
Przez Ducha Świętego wierzący otrzymuje wszystkie prawa i przywileje naturalnego dziecka Bożego i jego ojcowską miłość.
Wierzący ma przywilej relacji z Bogiem Ojcem podobnej do relacji Jezus – Bóg Ojciec. Jezus wołał do Boga „Abba”, co po aramejsku znaczy „ojcze” (por. Ew. Marka 14,36). Wierzący może przez Ducha Świętego dokładnie tak samo wołać do Boga Ojca wszechmogącego: „Ojcze”.
Każde dziecko jest dziedzicem swego ojca, posiadającym prawo do spadku po ojcu. Dla wierzącego oznacza to, że jest współdziedzicem Chrystusa, a tym samym to co należy do rodzonego Syna Chrystusa, też należy do wierzącego. Wierzący otrzymuje wszystko co Chrystus przez swoją śmierć i zmartwychwstanie wypracował: przebaczenie grzechów, wieczne życie w chwale z Nim, osobistą relację z Bogiem Ojcem.
Wierzący jest częścią rodziny Bożej. Przynależność do Bożej rodziny nie zawsze bywa łatwe i bezpieczne. Dzieci boże w przeszłości ale i w czasach nam współczesnych często znoszą cierpienia z powodu swej wiary, cierpią z Chrystusem, nierzadko naśladowanie Chrystusa kosztowało ( kosztuje) utratę życia, stratę rodziny, przyjaciół, pracy, pozycji społecznej. Przyszłość czekająca wierzących czyli dziedzictwo: wieczne życie w chwale z Chrystusem w bliskiej obecności Boga Ojca warta jest poświęcenia i wytrwałości w doczesnym życiu.

To rzeczywistość, czekająca dzieci Boże, rzeczywistość która czasami może wydawać nam się nierealna. Bóg daje Ducha Świętego, przekonującego wierzących, że dzięki łasce, przez wiarę, są dziećmi Bożym z wszystkimi przysługującymi im prawami.  

Jak powinna zatem wyglądać relacja dzieci bożych z Bogiem Ojcem?
Powinny prowadzić dobre duchowe życie, spełniać dobre uczynki, czytać Biblię, uczestniczyć w nabożeństwach w kościele, modlić się słowami, które nauczył nas Jezus Chrystus „Ojcze nasz…”To wszystko jest niezmiernie ważne…… ale najważniejsze, aby to wszystko co czynią wypływało z miłości do Boga Ojca, z wdzięczności za to, że przyjął ich jako swe dzieci. Wierzący przez Ducha Świętego może wołać do Boga: ‘Abba Ojcze!’ Chodzi tu nie tylko o wypowiadane słowa, ale o postawę i pewność bliskiej relacji z Bogiem. Wierzący wie, że jest dzieckiem Bożym, że woła do swego niebieskiego Ojca, ma bardzo bliską relację z Bogiem, podobną relacji dziecko – rodzice.

Jezus nauczył nas modlitwy „Ojcze nas…”. Modlitwa jednak może ( nie musi) łatwo stać się powtarzaniem rytualnej formuły, wypowiadanej bezmyślnie. Wtedy nie można jej nazwać modlitwą. 
Modlitwa jest modlitwą jeśli wypowiadana zostaje z sercem. Wiara chrześcijańska różni się od innych religii tymże właśnie, że wierzący modli się, zwracając się bezpośrednio do Boga Wszechmogącego, Stworzyciela, w bardzo osobisty i intymny sposób, nazywając Go swym Ojcem. Wołając w ten sposób do Boga, wierzący wyraża swą miłość a także zależność od Boga Ojca podobną do zależności dziecka od rodziców.

Modlitwa z sercem, wołanie do Boga jako do Ojca jest jedynie możliwa, jeśli rzeczywiście jesteś przekonany, że jest On twoim Ojcem, jeśli jesteś pewien, że jesteś zbawionym dzieckiem Bożym.
Takie przekonanie może zapewnić jedynie Duch Święty sprawiający, że wierzący otrzymuje pewność bycia dzieckiem Bożym. Jest to Duch usynowienia (werset 15). Duch Święty potwierdza w sercu wierzącego, że jest dzieckiem Bożym.  
Ta pewność dostępna jest dla każdego, lecz jedynie przez łaskę i wiarę w Jezusa Chrystusa. Jedynie przez łaskę i przez wiarę jesteśmy zbawieni i możemy być dziećmi Bożymi. Nic nie musimy, więcej nic nie możemy sami czynić, tylko uwierzyć. Nasze zbawienie nie zależy od naszych uczynków, bowiem na zbawienie nie jesteśmy w stanie zasłużyć, zapracować. Nasze uczynki są oczywiście istotne o ile wypływają one z miłości i wdzięczności do naszego Boga Ojca.
Nasze dzieci bywają nieraz nieposłuszne, krnąbrne i przekorne ale to nie znaczy, że już nie są naszymi dziećmi. Podobnie jak dzieci do swych rodziców wierzący – dzieci Boże mogą zawsze ze skruchą, prosząc o wybaczenie wrócić do Boga Ojca. Nasze zbawienie nie zależy od nas samych i naszych czynów, ale dane nam zostaje tylko przez łaskę i miłość Boga, przez wiarę w Jezusa Chrystusa.



2011-06-17

List do Rzymian 6,1-11


1 Co więc powiemy? Czy mamy nadal trwać w grzechu, aby zaobfitowała łaska? 2 Oczywiście, że nie! My, którzy umarliśmy dla grzechu, jak możemy jeszcze w nim żyć? 3 Czy nie wiecie, że my wszyscy, którzy zostaliśmy zanurzeni w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? 4 Zostaliśmy więc pogrzebani z Nim przez zanurzenie w śmierć, abyśmy tak, jak Chrystus został wskrzeszony z martwych dzięki chwale Ojca, i my prowadzili nowe życie. 5 Jeśli bowiem przez śmierć, podobną do Jego śmierci, zostaliśmy z Nim złączeni w jedno, to tak samo będziemy z Nim złączeni przez podobne zmartwychwstanie, 6 wiedząc, że nasz stary człowiek został razem z Nim ukrzyżowany, żeby zostało zniszczone grzeszne ciało, tak abyśmy już nie służyli grzechowi. 7 Kto bowiem umarł, jest wolny od grzechu. 8 Jeśli zaś umarliśmy z Chrystusem, wierzymy, że i z Nim będziemy żyć, 9 wiedząc, że Chrystus wskrzeszony z martwych już nie umiera i śmierć nad Nim nie panuje. 10 To bowiem, że umarł, raz na zawsze umarł dla grzechu, to zaś, że żyje, żyje dla Boga. 11 Tak i wy uważajcie siebie za umarłych dla grzechu, a żyjących dla Boga w Chrystusie Jezusie.


W poprzednim rozdziale Apostoł Paweł mówił, że im więcej jest grzechu, tym więcej jest łaski (Rzymian 5,20-21). Ktoś mógłby na tej podstawie dojść do fałszywego wniosku, że w takim razie należy jak najwięcej grzeszyć, aby otrzymać jak najwięcej łaski. Apostoł Paweł zaprzecza takiemu twierdzeniu: Oczywiście, że nie!
Kiedy otrzymujemy łaskę, czyli kiedy uwierzymy i należymy do Chrystusa, coś zmienia się w naszym życiu. Apostoł Paweł określa to następująco: umarliśmy dla grzechu.
Co to znaczy? Nie jest to równoznaczne z tym, że jesteśmy zupełnie pozbawieni grzechu. Każdy wierzący wie, że nadal pozostaje grzesznikiem, pozostając w codziennej, nieustannej konfrontacji z grzechem.
Jak należy zatem rozumieć słowa Apostoła?

Zapłatą (karą) za grzech jest śmierć (Rzymian 6,23). Każdy człowiek jest grzesznikiem i zasługuje na karę śmierci za swoje grzechy. Jednak Jezus Chrystus w swej łasce zechciał za mnie, grzesznego człowieka, w moje miejsce ponieść tą karę. Jezus umarł za mnie na krzyżu. Właściwie to ja powinienem wisieć na krzyżu, ponosząc karę i doświadczając gniewu Bożego za moje grzechy. Chrystus jednak uczynił to dla mnie reprezentując mnie w miejscu kary.
Jesteśmy zanurzeni w śmierci, czyli jesteśmy ochrzczeni. Chrzest oznacza utożsamienie wierzącego z Jezusem Chrystusem i Jego śmiercią (por. Galatów 3,27).
Przez chrzest jednak nie otrzymujemy automatycznie tego wszystkiego, co Jezus ma nam  do zaoferowania, chrzest nie oznacza bowiem, że ochrzczony jest automatycznie wierzącym.
Kiedy Chrystus na krzyżu umierał, ja też umierałem wraz z Nim. Kiedy on został pochowany, ja też zostałem wraz z Nim pochowany. Jest to możliwe tylko przez moją wiarę, przez którą przyjąłem Jezusa jako jedynego Zbawiciela. Chrzest jest tego znakiem i obrazem.

Zostaliśmy z Chrystusem złączeni w jedno. Nie oznacza to jednak, że jesteśmy jak Chrystus, bez grzechu. Ale też nie ma to tylko znaczenia wyłącznie symbolicznego. Przez wiarę ‘w Chrystusie’, jesteśmy częścią Jezusa Chrystusa (por. Rzymian 8,1-2; 12,5).
W ten sposób wierzący jest usprawiedliwiony wobec Boga i nie zasługuje już na karę za grzechy. Dlatego grzech już nie panuje nad nami.
Wierzący umarł dla grzechu, albo inaczej mówiąc: nasz stary człowiek został razem z Nim ukrzyżowany, żeby zostało zniszczone grzeszne ciało, tak abyśmy już nie służyli grzechowi. (werset 6).
Przez śmierć Chrystusa nasz stary człowiek umarł. Określenie „nasz stary człowiek” nie oznacza w tym przypadku naszego dawnego (grzesznego) życia, zanim uwierzyliśmy. Chodzi tu raczej ogólnie o grzeszny sposób życia. W wielu miejscach tekstu Apostoł Paweł mówiąc o naszym starym człowieku, albo o ciele (w przeciwieństwie do ducha), ma na myśli życie w ciele pod panowaniem grzechu, w przeciwieństwie do życia w duchu pod panowaniem Jezusa Chrystusa. Czyli o niewierzącym, który odrzuca Jezusa, w przeciwieństwie do wierzącego, który przyjmuje Jezusa i chce z Nim żyć.

Nasz stary człowiek umarł, został ukrzyżowany, aby grzesznemu ciału (czyli grzechowi) została odebrana jego władza i wpływ.
Wierzący był sługą, niewolnikiem grzechu. Grzech był jego panem. Ale przez śmierć Chrystusa uległo to zmianie: grzech został pozbawiony panowania nad wierzącym. Wierzący jest martwy dla grzechu, grzech nie ma już nad nim władzy.

Apostoł Paweł wyjaśnia to w omawianym tekście w ciekawy sposób, za pomocą starej reguły prawa: mianowicie ten, który umarł zostaje prawnie wyzwolony od grzechu. Grzech już nie może rościć sobie żadnego prawa do człowieka.
Może lepiej wyjaśni to następujący przykład. Ktoś żyje rozrzutnie, wydając za dużo pieniędzy, robiąc przy tym wielkie długi. Przez jakiś czas wszystko idzie dobrze, ale trzeba w końcu spłacić długi. Jeśli tego nie zrobi, to pewnego dnia zjawi się przed jego drzwiami komornik aby odebrać zapłatę. Nie ma żadnego sposobu by uciec od tego, spłacanie długów jest prawnym obowiązkiem. Istnieje tylko jeden sposób ucieczki od prawnych zobowiązań: śmierć - jeśli dłużnik umrze, komornik już nic nie jest w stanie zrobić, w związku z czym dłużnik jest wyzwolony od obowiązku spłacenia długów.
W ten właśnie sposób Apostoł Paweł mówi o naszej winie za grzech: Kto bowiem umarł, jest wolny od grzechu (werset 7). Jeśli w Chrystusie umarłem, czyli jeśli uwierzę, jestem wyzwolony od grzechu. Grzech już nie panuje nade mną i skutek grzechu - kara wiecznej śmierci - już mnie nie dotyczy.
Przyjmując Jezusa Chrystusa, jako swego Zbawiciela, umieramy wraz z Nim mając udział w Jego śmierci. Już nie zasługujemy na karę za grzech. Jesteśmy wyzwoleni.
Podobnie mamy udział w Jego zmartwychwstaniu. Tak jak Chrystus otrzymał nowe życie po śmierci, tak i my otrzymamy nowe życie po śmierci.
Nie chodzi tylko o życie wieczne w przyszłości. Właściwie nasze nowe życie (jeśli wierzymy)  już się zaczęło. Nasz stary, grzeszny człowiek, już umarł. Już teraz żyjemy nowym życiem, mianowicie życiem nie będącym już pod panowaniem grzechu, lecz pod panowaniem Jezusa.

W ostatnim wersecie czytamy konkretny wniosek z powyższych rozważań: Tak i wy uważajcie siebie za umarłych dla grzechu, a żyjących dla Boga w Chrystusie Jezusie.
To co się wtedy stało na krzyżu, kiedy Chrystus umarł za grzechy, ma mieć skutek w naszej codzienności. Oznacza to nowe życie.
Wierzący jest martwy dla grzechu, grzech nie ma już panowania nad nami. Nie grzech, lecz Bóg jest Panem naszego życia.
Oczywiście, nie jest to jednoznaczne z tym, że jesteśmy zupełnie wolni od grzechu. Każdy wierzący jest świadomy tego, że grzech nadal ma pewien wpływ na nasze życie. Jednak żyjąc w Chrystusie, w obliczu Boga, żyjemy inaczej. Pragniemy żyć dla Boga i dlatego chcemy walczyć z grzechem. Walka trwa całe nasze ziemskie życie, ale możemy mieć pewność, że wróg (grzech) jest pokonany przez Chrystusa. Jeśli jesteśmy w Chrystusie, też kiedyś odniesiemy, z Jego pomocą, zwycięstwo nad grzechem. O walce z grzechem Apostoł Paweł pisze w następnym rozdziale (Rzymian 7,13-26).
Wierzący nie żyje dla grzechu, lecz dla Boga: Tak i wy uważajcie siebie za umarłych dla grzechu, a żyjących dla Boga w Chrystusie Jezusie.

2011-03-17

1 Piotra 2,9


Wy jednak jesteście potomstwem wybranym, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem wykupionym, abyście opowiadali o cnotach Tego, który was wezwał z ciemności do swojej niezwykłej światłości.

Apostoł Piotr pisze te słowa do wiernych, zachęcając ich do świętego, chrześcijańskiego życia, wyjaśniając co oznacza bycie chrześcijaninem.
Piotr nazywa wierzących: potomstwem wybranym, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem wykupionym. Nie są to określenia wymyślone  przez Piotra, ale zaczerpnięte ze Starego Testamentu (por. Księga Wyjścia 19,5-6; Księga Powtórzonego Prawa 7,6). W Starym Testamencie Izrael nazwany jest narodem wybranym. Obecnie nie tylko Izrael jest wybranym potomstwem, teraz także jest nim Kościół.

Chrześcijanie są potomstwem wybranym. To znaczy, że należą do rodziny Boga. Chrystus został wybrany przez Boga, a przez Niego wierzący w Chrystusie również są wybrani przez Boga. Podobnie jak Izrael był i jest szczególnym ludem Bożym, mając szczególne miejsce na świecie, także Kościół jest ludem Bożym.

Apostoł Piotr nazywa wierzących królewskim kapłaństwem, czyli kapłanami należącymi do króla, którym jest Bóg.
W Starym Testamencie kapłani działali w świątyni, miejscu kultu, miejscu Boga.
Kapłani byli przedstawicielami ludu wobec Boga i przedstawicielami Boga wobec ludzi. Posiadali szczególny przywilej przebywania blisko Boga, w miejscu, gdzie zwykły człowiek nie mógł przebywać. Wykonywali oni posługę kapłańską w imieniu ludu wobec Boga i byli pośrednikami, składającymi ofiary w imieniu ludzi. Kapłani także uczyli lud kim jest Bóg i jak żyć wobec Niego (Por. Hebrajczyków 9,1-10,25).
Apostoł Piotr nazywa wszystkich wierzących kapłanami. Wszyscy wierzący mają uprzywilejowaną pozycję wobec Boga. Jeżeli wierzymy w Chrystusa, mamy bezpośredni kontakt z Bogiem, nie potrzebujemy innego pośrednika, jak tylko Chrystusa. Niepotrzebny nam kult z ofiarami, niepotrzebni nam inni kapłani lub pośrednicy.

Wierzący, będąc kapłanami, mają przez Jezusa Chrystusa składać duchowe ofiary przyjemne Bogu (1 Piotra 2,5). Wszystko co robimy, ma podobać się Bogu.
Jakie są nasze duchowe ofiary przyjemne Bogu? Są nimi nasze uwielbienie Boga i nasze czynienie dobra: Przez Niego (Chrystusa) więc składajmy nieustannie Bogu ofiarę uwielbienia, to jest owoc warg, wyznających Jego imię. Nie zapominajcie też o czynieniu dobra i dzieleniu się z innymi, gdyż Bóg cieszy się takimi ofiarami (Hebrajczyków 13,15-16).

Bycie kapłanem ma także inny aspekt. Nie jest to tylko skierowanie na Boga, ale też na świat. Podobnie, jak w Starym Testamencie lud mógł przez kapłanów poznać Boga, tak dzisiaj, przez nas – chrześcijan - świat może poznać kim jest Bóg i kim jest Chrystus.

Wierzący są także narodem świętym. Nie chodzi przy tym o jakąś moralną świętość w sensie bycia lepszymi od innych, lecz o to, że jesteśmy wyodrębnieni, oddzieleni dla Boga. Podobnie jak Izrael był narodem wyodrębnionym od wszystkich innych narodów, tak też my jesteśmy wyodrębnieni, oddzieleni od świata. To znaczy, że mamy nowe życie w Chrystusie, już nie żyjemy w grzechu. Przez wiarę otrzymujemy wieczne życie z Chrystusem. To oczywiście nie oznacza, że już nie grzeszymy, ale - pragnąc żyć świętym życiem - walczymy z grzechem, który stanowi niezbywalną część naszej ludzkiej natury (por. Rzymian 6,12; 1 Tymoteusz 1,18-19).
To ma ogromne konsekwencje dla naszego życia. Nie jest obojętnym w jaki sposób żyjemy, bowiem powinniśmy żyć według woli Bożej, składając Mu przez to duchowe ofiary.

Chrześcijanie są ludem wykupionym, ponieważ Bóg jest właścicielem Kościoła, bo odkupił go przez cenną krew Jezusa Chrystusa. Dlatego istnieje szczególna więź między Bogiem a Kościołem, a wszyscy wierzący należą do Boga.

Apostoł Piotr mówi: jesteście potomstwem wybranym, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem wykupionym. Nie chodzi o to, że wierzący muszą, powinni lub mogą być narodem wybranym. Apostoł Piotr przedstawia to jako fakt: wierzący są wybranymi.
Konsekwencją wybrania jest głoszenie chwały Bożej, jak mówi Piotr: abyście opowiadali o cnotach Tego, który was wezwał z ciemności do swojej niezwykłej światłości. Należy pamiętać, że Apostoł Piotr nie określa nikogo mianem wierzącego na podstawie jakości jego wiary, czy jego uczynków, lecz tylko w odniesieniu do Chrystusa.

Z powodu faktu wybrania przez Boga chrześcijanie nie powinni wpadać w pułapkę pychy. Nie powinni wskazywać na samych siebie, zamiast na Boga, mówiąc: spójrzcie na nas, jakże wspaniali, święci jesteśmy!
Nasze życie powinno być przepełnione wdzięcznością Bogu, ponieważ wszystkie nasze dobre czyny zawdzięczamy tylko Jemu, a nie sobie samym.
Powinniśmy więc głosić, co Bóg czynił i czyni, głosić, że Bóg w Chrystusie wyzwolił i zbawił nas od grzechu, a dzięki Chrystusowi otrzymaliśmy wieczne życie z Bogiem.
Kiedy rodzicom urodzi się dziecko, to chcą o tym powiedzieć wszystkim; nie dlatego, że to zwyczaj lub tradycja, ale dlatego, że przepełnieni są radością i miłością. Podobnie wierzący, który otrzymał zbawienie przez Chrystusa, pragnie powiedzieć o tym całemu światu.
Jeżeli wierzymy w Chrystusa, przez którego otrzymaliśmy nowe życie, to pragniemy o tym mówić, pragniemy dzielić się z innymi tą wspaniałą wiadomością i rzeczywistością w naszym życiu.

Oznacza to, że wszyscy wierzący działają podobnie, jak prorocy w Starym Testamencie: opowiadają o cnotach, o dziełach Tego, który was wezwał z ciemności do swojej niezwykłej światłości. Oznacza to głoszenie, że zbawienie jest tylko w Chrystusie, że zbawienie otrzymać można jedynie przez nawrócenie się do Boga i wiarę w Chrystusa.   
Obecnie, zadaniem naszym jako chrześcijan jest sprawienie, aby te określenia Apostoła Piotra były także współcześnie prawdą i aby świat ujrzał, że jesteśmy rzeczywiście potomstwem wybranym, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem wykupionym, zbudowanym na kamieniu węgielnym, którym jest Chrystus; ludem głoszącym z wdzięcznością wielkie dzieła Boże.

Jak to wygląda w praktyce, co to znaczy, że jestem chrześcijaninem? Czy ja także mogę być królewskim kapłanem i opowiadać o Bogu, jak prorok, w moim codziennym życiu?
Oznacza to, że nie wstydzę się, że jestem wierzącym, że należę do Chrystusa. Składam świadectwo, głoszę Ewangelię, głoszę Imię Boga przez moje życie, moje czyny i moje słowa.
Czy moje życie przepełnione jest wdzięcznością Bogu? Życie moje powinno być życiem pełnym wdzięczności. Jest to moja ofiara wdzięczności, którą składam za otrzymane zbawienie przez Chrystusa.
Należę do Króla, to znaczy, że żyję godnie jak jego poddany, wypełniając Jego (Boga) wolę. Moje życie jest świadectwem, a inni łatwo mogą rozpoznać, kto jest moim Panem, kto kieruje moim życiem.
Jako wierzący jestem w Chrystusie, mam udział we wszystkim co jest Jego. To czyni mnie innym, nowym człowiekiem i wtedy nie może być inaczej, niż że wszyscy to ujrzą.